Yayoi, Miku i Mikuyu
~ Miku ~
Ranek, kolejne zło. Wstałam do tego za późno! Spóźnię się do szkoły, bo dwie i pół godziny nie wystarczą mi, aby się przygotować... Spojrzałam na drugi koniec pokoju. Ona wciąż spała, czyli moja siostra bliźniaczka - Mikuyu. Rodzice nas skrzywdzili! Jak ona może mieć imię podobne do mojego? Głupia kujonka z niej i tyle. Powinna mi zazdrościć przyjaciółek! Ugh, nie chcę już o niej opowiadać. Także jestem Miku dziewczyna znienawidzona przez takie, jak Mikuyu!
- Mikuyu śpisz? Odpowiedz mi żulu chcę się dowartościować! - Zaczynałam rozporządzać nią. Niech wie kto tu, jednak ma niby władze.
- Jeśli mnie obudzisz to, wtedy nie będę spała... - Mruknęła jakoś pod nosem.
- Jak mam Cię obudzić?
- Myślę, że chyba jednak ci śpieszno, czyż nie siostrzyczko?
- Nie! Znaczy tak!
Nie podziękuję jej za to niech sobie myśli ile chce i tak nigdy tego nie zrobię. Teraz chociaż mam czas, by się pozbierać. Poszłam się wykąpać, jednak coś kurków odkręcić nie mogłam. Hmm, coś tu jest źle. Zaczęłam się wydzierać, aby mama coś pomogła. Moje ciągnięcie za kran też nic nie dawało.
Przyszła. Już się boję jej wyroku.
- Masz siedemnaście lat i nie potrafisz odkręcać kurków? Robisz to w złą stronę... Patrz, widzisz? Ja to jakoś zrobiłam! - Wyżywała się na mnie, a ja biedna jestem.
~ Mikuyu ~
Jest dwadzieścia osiem minut po szóstej, a ta już biega. Żal mi jej trochę, lecz nie zajmuję się małym dzieckiem. Nigdy nie wierzyłam w stereotypy o blondynkach, ale to tu się potwierdza ta teza. Wyskoczyłam z łóżka, ależ niechlujnie wyglądam... No cóż, trzeba znów wyprasować mundurek, umyć włosy, ułożyć książki. Wszystko dobrze szło mama przygotowała nam śniadanie do szkoły. Pełno ryżu, wreszcie coś co uwielbiam. Jakoś dzisiaj nie śpieszyło mi się do szkoły, gdyż przez tą blondynę miałam masę czasu. Hah, jej umysł nawet nie potrafi odczytać godziny z zegara tradycyjnego. Poszłam z nią na autobus, jednak siedziałam na końcu autobusu, aby nie mieć z tym człowiekiem nic wspólnego. Chociaż trudno domyślić się nie jest, iż jesteśmy siostrami. Tym bardziej bliźniaczkami. Wysłuchuję jej codziennie jaki to jest ból dla niej, jak posiadamy bardzo podobne rysy twarzy i prawie ten sam kolor włosów. Podeszłam do niej, gdyż ona nigdy nie potrafi zapamiętać przystanku, gdzie wysiąść.
- Miku, zaraz wysiadamy. Czy ty w ogóle mnie słyszysz? Miku, my już wysiadamy nasz przystanek.
- Co? A, no dobrze wybacz spałam. Uśmiech Riku mnie znużył do snu i wiesz, hehe.
Zrozumiałam, że pewnie coś ćpała. Ciągnęłam ją od samego przystanku, aż do samej szkoły. Mogłam zanieść dziewczynę do kostnicy. Straciłam jej uścisk przed drzwiami wejściowymi. Zadowolona z życia patrzyła na dziewczynę wśród chłopaków, która jako jedyna paliła.
- Też chcę zajarać, byłoby tak fajnie - przeczuwałam, że Miku chciała się podlizać. Wokół ciemnowłosej zbierało się najbardziej, wiecie takich tam chłopaków.
- Miku, ale tak się właśnie zaczyna HIV - chciałam ją zniechęcić do takich pierdół.
- HIV'a to Ty masz do dupnie w dzieciństwie od starego - odezwała się tajemnicza dziewczyna gasząc to co jarała.
- Jesteś głupia, że tak mówisz? - Pociski mam takie cudowne, haha.
- Może Ty jesteś głupia? Tego się nie ma od jarania, jest najszybciej od... - przerwała jej moja siostra.
- HIV jest fajny! Jointy też! Dasz mi zajarać?
- Dobra, idę na lekcję. Żegnam was, Yayoi niezbyt miło mi poznać - pożegnała się środkowym palcem, akurat szła tam, gdzie my. Czyli... Chodzi z nami do klasy?!
~Yayoi~
Na Boga nie kocham już tej szkoły nienawidzę. Nie dość, iż jakieś blondynki do mnie przylazły i coś biadoliły to zaczynam lekcję od matematyki.
- Fumiko przyniosłaś mój zeszyt? - Odzywała się jakaś z tamtejszej elity.
- No nie... Wybacz, bo ja nie chciałam, abyś go nie miała, lecz nie mogłam go znaleźć... - Wystraszyła się tej najważniejszej. Chciała uderzyć Fumiko...
- Jak mogłaś zostawić?! Przez taką, jak Ty nie mam prawa dostać jedynki! - Nie skończyła, złapałam jej rękę i podniosłam do góry.
- Baka, nie rób więcej tego, gdy ja tu jestem.
Wtenczas pani od matmy usiadła. Zakończyła to czymś co nie jest za miłe.
- Łooo, mam nowy dzwonek! - Wydarłam się z radości opuszczając dziewczynę.
- Czy mogłabym otworzyć okno? - Zapytała się Mikuyu, bo już zdychała.
- Apokalipsa! Nie! Czy to znowu zombie?! - Panikowała Miku, ależ ona głupia.
- Nie twoja matka zarzyna świnię, czyli Twojego ojca - doprowadziłam ją do płaczu. Nie jest mi przykro. Zasiadłam na miejsce, a obok mnie Riku oraz ośliniona Miku.
- Riku, a czy ty wiesz, że nasze imiona różnią się tylko pierwszą cyfrą? - Pomyliła się w tak słabym w podrywie, żałosność.
- Ano, masz rację, bo nie myślałem o tym. Mam to, gdzieś. Jakby co to jest litera...
- Riku ja Cię za to kocham! - Krzyknęła rzucając mi się na ławkę.
- Ziemnioki też kochasz? Bo wiesz... Czuję się samotna - naśmiewałam się z niej. To było piękne, jak zeszła z mej ławki, idąc do swojej oraz uderzając głową o parapet. Pewnie się obraziła. Kolejne lekcje zeszły bardzo szybko, a czas spędziłam z tymi dwiema i chłopakami. Ostatnia lekcja powoli dochodziła, a ja zgłodniałam.
~Miku~
Ten dzień był piękny! Wyznałam Riku miłość i, i, i dostałam od Yayoi śmietnikiem. Mikuyu podarowała mi chleb, a znowu Yayoi uczesała mnie na w-f, który za chwilę mamy.
- Czemu nie ćwiczysz na lekcji Yayoi? - Spytałam się jej, gdyż było mi jej szkoda. Pewnie mi zazdrościła, że nie ma, tak zgranych nóg jak ja.
- Czemu mając raka mózgu ćwiczysz? Jestem ciekawa, jak się wywalasz na pierwszym metrze - parsknęła, czy jak to się tam mówi. To było wredne, ale chyba prawdziwe... Dopiero co dołączyła do naszej klasy, jednak coś o nas wie.
- Nie Miku ona niczego Ci nie zazdrości, ani nic podobnego. Jeśli myślisz skąd wie o nas tyle. Wszystko, żeś jej powiedziała - wtrąciła się Mikuyu. Rzuciłam jej spojrzenie, którym powinnam ją zabić, ale to się nie stało.
- Jakież to kawaii! - Zobaczyłam jak Ya się uśmiecha... To było cudowne, Mikuyu także, jak to zobaczyła to się zdziwiła. - Zjadłabym kebaba, hmm. Idę do automatu. Wiem, wiem tam nie ma kebabów.
- Tam są hot-dogi. Są bardzo dobre!
- Oo, czyli parówki... Mogłaś tak od razu, a nie sobie marzyłam o czymś dobrym...
Ubrała kaptur i wybiegła nie w tą stronę, gdzie jest automat albo tam jest. Nie pamiętam. Byłam zajęta graniem w łapki.
~Mikuyu~
Poszłam za nią, bo to nie jest zbyt normalne, aby iść po szkole w kapturze. Dostanie ode mnie dziesięć punktów karnych chyba już dziewiąty raz dzisiaj. Nie odpuszczę jej tak łatwo. Szkoła to życie! Zobaczyłam Yayoi pod automatem, gdzie kupowała chipsy. Chipsy Wasabi są, są niedobre! Należą do jednych z najbardziej nie zdrowych!
- Mikuyu nie rób tych dennych kalkulacji w mózgu. Żałosne to się robi... - Zwróciła mi uwagę, czyli nie jest taka głupia. Albo się mylę... Ya zaczęła kopać urządzenie. Pierwszy raz w życiu byłam taka wystraszona. Jaką ona agresję posiada?
- Przestań, to nic nie da! - Znów czuję się fajna, hehe.
- Oddawaj mi chipsy! Nosz, kurde działaj! - Wydzierała się, aż głowa mnie rozbolała. Na szczęście nikt nie szedł. Usłyszałam huk oraz bzdęk. Yayoi rozwaliła szybę z automatu!
- Jak to zrobiłaś?! Nie jesteś ranna?! - Wystraszyłam się, gdyż trochę mi na niej zależało. Po jednym dniu? Trochę dziwne na mnie.
- Wystarczyło dobre uderzenie z prawej pięści. Wszystko dobrze muszę tylko zawinąć w bandaż. Nie martw się - widziałam w niej całkowite opanowanie. Ja tak bym nie mogła! Kolejna zadowolona z życia. Zaczęła pochłaniać te chipsy. Teraz zauważyłam, że ona wsuwa więcej, niż nie jeden chłopak. Powoli robiła się straszna.
- Dziewczyny pan już nas woła! Ya, co ty sobie zrobiłaś?! Masz duże te ała. Boli jak dotykam? - Miku się przejęła raną i miziała dziwnie tą rękę. Czarnowłosa dała Miku w twarz i poszła sobie to zabandażować. Próbowałam uspokoić siostrę, ale wielka plama krwi na koszulce i twarzy przeraziła.
~Yayoi~
Ta, tak teraz dla mnie jest rzeczownikiem. Znowu mnie denerwuje, ile można? Owinęłam do końca dłoń i poszłam na boisko. Bliźniaczki zdążyły na lekcje, a ja wciąż nie mogłam ćwiczyć. Nauczyła bym te dzieci, jak się gra, a nie one boją się piłki. W jakich my czasach żyjemy?
- Psze pana, a czy ja bym mogła im pokazać, jak się piłkę wykopuje? - Odezwałam się, gdyż za nudno mi było.
- Coś ty powiedziała? Oczywiście, że nie możesz. Przecież masz zwolnienie od lekarza...
- Walić to ja idę grać, nic mnie nie zatrzyma - rzuciłam bluzą w nauczyciela i rozpoczęłam grę. - Pokażę wam dzieci co to piłka nożna.
- Ugh, odezwała się chłopczyca... - Syknęła Gou, czuję do niej taką nienawiść.
- Zamknij się! - kopnęłam w jej strony z całej siły piłkę. Oberwała, aż się wygięła. - Baka! Nie zbliżaj się do mnie, ileś mogę powtarzać...
- Gou, ona chociaż się swoich wad nie wstydzi - stanęła w mojej stronie Mikuyu. To było miłe. Podeszłam do Miku przytulając i przepraszając ją za takie najście.
- Kocham Cię Ziemniok... - Powiedziała tak spokojnie i na głos przy całej klasie. Zrobiło mi się wstyd.
- Wybacz "koleżanko", ale ja już mam chłopaka - westchnęłam z ręką na twarzy.
- C-Co? Myślałam, że jesteś wolna, nieee! - Popadła w histerię.
- Tylko nie jedz tej trawy!
- Jesteś biseksualna?! - Wpadła w szok Mikuyu waląc głową w ławkę. - Kto to w ogóle? Chodzi z nami do szkoły? Ma brata?
- Nawet lepiej chodzi z nami do klasy - byłam pewna, że się nigdy nie domyślą.
- Ty z Riku byłaś już dawno? Wyglądaliście na takich bardzo szczęśliwych. Na początku myślałam, iż to Twój brat. Później stary przyjaciel, jednak po takim zdarzeniu myślę, że na pewno chłopak.
- Ty naprawdę wcale taka głupia nie jesteś... - Powiedziała cała klasa chórem. Lekcja minęła mi siedząc na ławce, a dziewczyny grały mecz. Koniec lekcji uznaję za rozpoczęty. Dziewczyny zapytały się mnie, czy z nimi pójdę. Zgodziłam się... Popełniłam największy błąd. Cały czas mnie się o wszystko wypytywały.
- Jaki masz numer stanika? - Spytała się Miku.
- Jak Ty to robisz bez uczenia się, że masz tak świetne oceny? - Ciekawiła się Mikuyu.
- Czemu jesteś taka wysoka?
- Jak możesz się tyle bić?
- Dlaczego nosisz męski mundurek? - Teraz to obie przesadziły.
- Tak szczerze? Damskich nigdy nie ubrałabym przez to, że są brzydkie, głupie i za małe.
Po tych słowach ucichły. Powoli nasza droga dobiegała końca. Miku popadła w szał, iż musi się ze mną rozstać. Naprawdę jej zależy, lecz mi niezbyt. Ponownie niszczę marzenia.
- To do jutra... - Rzekłam i poszłam na przejście.
- Do zobaczenia! - Wykrzyknęły obie równocześnie i tak zakończył się nasz pierwszy dzień znajomości. A to jeszcze nie wszystko...
0 komentarze