Oznaczona krwią... #2

- Hej! Wstawaj! -Zaczął mówić jakiś mężczyzna z wysokim głosem.
- To nie nocleg dla meneli! - Powiedział facet z niskim głosem.
Szturchali mnie przez jakiś czas, aż się wydarłam z wielkim bólem w klatce piersiowej.
- Czego?! Nie macie nic do roboty?! Tak, spałam tutaj, bo aż mi wstyd wracać do domu, jeśli go w ogóle mam! Idźcie!
Wtenczas zaczął mówić facet z niskim głosem.
- My tu pracujemy. Jesteśmy strażnikami cmentarnymi - i ciągnął dalej-  Co tutaj robisz? Całe spodnie masz podarte. 
-Yyyy... Jak to? A w ogóle, jeśli pilnujecie cmentarza to może po pilnujecie kaplic?! A nie kurde rozpieprzone na kilometr są - zaczęłam mówić i końca nie miałam. - Byłam u matki zapalić znicze i zasnęłam. No, wie pan jak. 
Spojrzeli na mnie jak na głupią i zaprowadzili do samochodu.
- Słuchaj, gdzie mieszkasz?! - Powiedział facet z wysokim głosem.
- Mieszkam gdzie mieszkają ludzie - powiedziałam i zaczęli mi przeszukiwać torbę. Znaleźli moją legitymacje i zawieźli pod dom. Gdy podjechali pod dom powiedzieli, że to jakaś rudera.
- To jest mój dom idioci - powiedziałam i szybko wyszłam z samochodu. Postarałam się wejść na palcach weszłam do domu.
Chciałam zajrzeć przez okno, ale jak zawsze były brudne, mimo to iż ja je myje.
- Jesteś Dem! Tak się o Ciebie martwiliśmy! Gdzie byłaś?! Ooo Jezuu... Co ci się z nogami stało?!-zaczęła wykrzykiwać Emilka - Jesteś cała brudna! Idź szybko się ukąpać!
- No dobra, ale co ty tu robisz? - Zaczęłam, ale nie skończyłam.
-  Jak to co? Masz urodziny! Wszystkiego najlepszego! No dobra idź już się myć czekam! - Skakała z radości, a ja poszłam na górę. Weszłam do łazienki. I na umywalce zobaczyłam scyzoryk.
"Po co on tu jest? Przecież umywalka jest czysta. Nieee, tatę jeszcze stać na golarkę po 0,20£. Więc czyje to?"
Zaczęłam brać prysznic, gdy w pewnym momencie zaczęła z wielką prędkością lać gorąca woda.
- Japierdoleee! Co to ma być! - Zaczęłam się drzeć i wybiegłam goła spod prysznica.
Szybko się ubrałam w stare dresy i podarta koszulkę, i pobiegłam na dół zobaczyć się w lustrze. Każdy patrzył na mnie ze zdziwieniem. Miałam całe ciało poparzone. Gorzej niż z blizną na stopie od kawy. Z twarzy zeszła mi cała skóra. Został mi tylko mięsień. Emila nic nie mogła powiedzieć była przerażona, ojciec był nachlany w trzy dupy. Powiedziałam tylko tyle, że idę zrobić płatki z mlekiem i zrobić herbatę. Za długo nie zamartwiałam się skórą. Zaraz po chwili, gdy uroniłam łzę na nowo miałam, jeszcze delikatniejszą.
- A, może ja zostanę do rana? - Spytała z zaciekawieniem Emilia.
- Nie, idź do domu mama może się martwić... - powiedziałam i z uśmiechem wyszła.
"Idę dalej spać nic nie mam do roboty.". Pomyślałam i mając wszystko gdzieś powolnym krokiem poszłam spać. Rano, jak się obudziłam to nieźle się zdziwiłam.

- Alleluja! Alleluja! Alleluja! - Zaczęły się jakieś śpiewy pod chałupą.
Podeszłam zobaczyć do okna co się dzieje. Tata, oczywiście znów z matką Emilii siedzi pod drzewkiem i robią wianki. Gorzej niż z chodzeniem po bułki.
- Ejjj! Ale to żarcia w domu nie ma! Idź po B U Ł E C Z K I! - Krzyczałam tak głośno, aż ziemia drżała. Poszedł po nie i tylko się chichotał. "Jaaa jakie nudy, idę na plac zabaw dzieci postraszyć turbanem i spierdocze" Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Zrobiłam turban i podeszłam do dzieci z lodami. Zaczęłam je straszyć. Powiedziałam im nawet, że pójdę ich matki zabije, jeśli mi nie dadzą lodów. Oddały mi je! Nagle się rozpadało, a pieniędzy na autobus nie miałam włóczyłam się całą drogę i jeszcze przy tym mokłam. Jeszcze jakiś gościu mnie ochlapał błotem. Byłam cała brązowa. Lody były dobre! Przechodząc przez próg ujrzałam limonkową damską chustę jedwabną. Nie należała do nikogo, więc do kogo? Przechodziłam przez cały dom szukając jakiś dowodów. Znajdowałam w każdym pokoju taką samą rzecz, czyli kosę, która wyglądem przypominała nóż do podcinania gardeł. Tak od tego chodzenia zachciało mi się jeść, więc poszłam zjeść makaron. Obrzydził mnie, jednak widok rudych włosów w sosie. 
Długie rude włosy w makaronie, jedwabna chustka, noże i damski śpiew. Wydawało się dziwne, ale jak dla mnie zajebiście! Nowa przygoda! Może dla innych to nie normalne, a dla mnie nie! Wtedy pomyślałam, że pójdę do spelunki gdzie gram z zespołem. Szybko przebrałam i zabrałam moją laskę w kształcie klucza wiolinowego. Zamknęłam dom na wszystkie spusty jak i okna, i pojechałam rowerem. Dalej od Święta Wiosny był ozdobiony kwiatami, chustami, liśćmi i wiankami. Pod drogą wiele drzew miało na sobie, tak zwaną "srajtęcze". I tak sobie jechałam, i jechałam, aż dojechałam. Złe jest w tym to, że pod droga rozwaliłam sobie telefon. Głupia ironia losu. Była to spelunka "Uchlewacz". Na serio.
Chłopaków i oczywiście Emilię już na miejscu. Kupiłam za mierne kieszonkowe kebaba. Zjadłam i ustawiliśmy się do grania. Rychliś poszedł na perkusje, Emilia na keyboard, Dominik z tamburynem zaczął śpiewać. Ja oczywiście grałam na mojej ukochanej gitarze elektrycznej. Graliśmy sobie tak przez 20 minut, gdy do baru przybyło co raz więcej ludzi, a w tym kobieta o rudych włosach. Skończyliśmy grać i podeszłam do rudowłosej się zapytać.
- Dzieeeeń doobryy czy to twoje? - Z ledwością wydusiłam z gardła.
- Witaj! Tak, nasza wybawicielko! - Powiedziała z uśmiechem, a ja tylko na nią dziwnie popatrzyłam. - To ty o tym nie wiesz?! Chodź z nami! A, zapomniałabym sto lat!
- Z wami jakimi wami? - Pytałam ze zdziwieniem - Dzięki, mimo iż Cię nie znam...
I zaprowadziła mnie na tył baru. Moim oczom okazał się widok dwóch pięknych jednorożców.
"Już wiem skąd ta tęcza w lesie!" pomyślałam i nagle zobaczyłam chłopaka, który miał ponad dwa metry. Był brunetem o niebieskich oczach. Na pewno jest to jego cecha rozpoznawcza.
- Cześć, Korneliana. Jestem Asa, Asa Butters, a ten rudzielec to moja siostra Ada Butters - zaczął mówić ciepłym głosem. - Przepraszam za nią w nocy i dziś rano. 
- Nie musisz przepraszać. Ona na nowo powinna mi ugotować makaron. Kudły tam swoje zostawiła - skarżyłam się. - Niech je zwiąże, a nie ludziom do obiadów wkłada!
Zaczęli się śmiać. Z byle jakiego powodu.
- Idę do łazienki. Zaraz wracam - powiedziałam i sobie poszłam. Pod droga wiele myślałam.
"Czemu ja? Mama pewnie miała rację. Co oni chcą mi pokazać? Jednorożce są słodkie! Dobra, nie ogarniam nie będę sobie mózgu przesilała." Wychodziłam przez zawalone zaplecze, gdy nagle coś na mnie spadło.
- O japierdocze! Co to ma być! - zaczęłam się drzeć - Eeeh, przepraszam...
Tylko się na mnie spojrzeli jak na dziwaczkę i Ada zaczęła mówić.
- Dziękujmy Mambie, że tak łatwo cię znaleźliśmy! Na pewno nie wiesz kto to Mamba. Mamba to bogini wszystkich kobiety, która jest wybawczynią, a ty nią jesteś! - Skakała z radości i kazali mi wsiadać na jednorożca.
- A gdzie my lecimy? - Zapytałam z przerażeniem. - A w ogóle to do żadnej Mamby mnie nie porównuj!
- Najpierw do twojego domu coś ci pokazać - z suchością w gardle wypowiedział chłopak.
- Asa? Nie będziesz zły? - Zaczęła go pytać jego siostra. - Zostawiłam uśpionego Teema na dachu!
- Coooo?! Jak będziemy w domu to cię porządnie opierniczę! - Wykrzyknął wściekle Asa i polecieliśmy na jednorożkach. Po trzynastu minutach latania, a to było bardzo szybko. Ta wielka sierota mnie z niego zrzuciła. Weszliśmy oknem dachowym, a Ada o mało nie utknęła. Zeszłam na dół, bo tak czy siak dalej byłam głodna, chociaż jadłam kebaba od Jaśka. Ugotowałam wszystkim kurczaka z ziemnaczorami i się spakowałam w mój ukochany plecaczek.
- Gotowa? - Zapytali oboje jednocześnie.
- Tak, ale co z Emilią? Jutro ją weźmiemy? - odpowiedziałam pytając równocześnie. - Kim wy jesteście dokładnie?
- Ja jestem Paladynem, a Ada nocnym łowcą - powiedział z uśmiechem i musieliśmy już ruszać, ponieważ droga jest bardzo długa. "Mamba boginią wszystkich kobiet? Któż to taki? Wybawicielka? No cóż... Jeszcze wiele się przekonam..."


Share:

0 komentarze