Oznaczona krwią... #3

Przez cały dzień i przez całą noc lecieliśmy, aż jest następny dzień. 
- Jesteśmy w nicości! - Krzyczała optymistycznie Ada jak przez całą drogę, że to ptaszki piękne i w ogóle. Doprowadzało mnie to do wymiotów, ale chociaż wiedziałam, że można jej zaufać. Asa okazał się nieśmiałym o wielkim poczuciu humoru chłopakiem, uwielbia jeździć na deskorolce, jak i grać na perkusji. Ada była taką panną lekkości i dobrego serca. Wszystko ją cieszyło, a była nocnym łowcą.
- Dobra, to gdzie teraz? - Zapytałam patrząc na portale- No, co chyba mam prawo wiedzieć, nie?
- Ha! Zobaczysz! - Powiedział z uśmiechem i wskazał mi portal - Skacz, nic ci się nie stanie. Skocz i po prostu pomyśl, że jesteś normalnie na ziemi. 
- No chyba coś Cię boli. Ja tego nie zrobię! - Upewniałam go.
- Zrobisz! Masz to zrobić, bo każdy musi osobno wejść! - Krzyczała ze wściekłością dziewczyna, nie znałam jej z tej strony. Ta ruda to, jednak ostra... W pewnej chwili już leciałam w dół, gdy stanęłam. Wtedy pomyślałam: "Czas się nie zatrzymał. Wszystko normalnie działa." i z góry już leciał Asa z Adą na Pusheen'ym i Derp'ym. 
- Hehehe i żyjesz. Witaj w tym świecie, takim świecie, że to co paranormalne jest normalne. Masz skrzydła i latasz! Jest to kraina Jednorożków - tłumaczyła mi rudowłosa. O nie, miałam skrzydła. 
"Kim to byłam wreszcie?" pomyślałam i czekałam, aż podejdą do mnie. Nie podeszli i musiałam sama lecieć.
- Ejj! To wcale nie jest trudne! - Darłam się z radości. Kazali mi lecieć w stronę tęczowego wodospadu.
- Co tam jest? - Znów się ich pytałam.
-  Zobaczysz... - powiedział tajemniczo brunet. Stanęłam wreszcie na gruncie. Nogi zaczęły mnie boleć. "Odwykłam tylko na 5 minut i już boli" pomyślałam i szłam dalej.
Przeszliśmy na drugą stronie. Moim oczom ukazał się widok wspaniałego pałacu, tęczowego pałacu!
- Jest to pałac księżniczki Natalszy Miller. Tylko nie mniej z nią na pieńku. Nie polecam - mówił Asa i otworzyły się wielkie wrota do wnętrza zamku. Wchodząc od razu spostrzegłam, że wszystko tam było kolorowe, a ja byłam cała na czarno ubrana. Wtenczas wszyscy się zatrzymali, a ja szłam dalej. 
- Stój, no stój - szeptała Ada, ale ja jej nie słuchałam. Nagle zobaczyłam kobietę średniego wzrostu o włosach do karku, które były bez żadnego koloru. Była cała zapłakana, nawet łzy miała tęczowe. Podbiegłam do niej i się zapytałam co się wydarzyło. Wtedy podbiegł do mnie jej sługus, który wyglądał jak pluszowy jednorożec. 
-Według aktu 10 nie masz prawa jej dotykać, a według prawa 16 nie możesz się do niej odzywać, a również... - zaczął pluszak mówić , ale mu przerwałam.
- Przepraszam, Cię bardzo, ale z wielkim zaszczytem oznajmiam, że mam to w dupie. Witaj, jak Cię zwą? Ja jestem Korneliana Demyan. Nie, miło mi - powiedziałam oraz uśmiechnęłam się szyderczo i chciałam już iść, wtedy zaczął się jąkać.
- Kokokorneeliaaana Dededemyyan?! Toć to jest cud! Ludzie cud! Konie cud! - Nic nie rozumiałam. Ciekawe, czemu oni mnie tak uwielbiają.
- Chodź ze mną Korneliano coś ci pokaże - powiedziała Natalsza i mnie zaprowadziła do ciemnego pokoju. Już wchodząc zahaczyłam o coś. Księżniczka chichotała. 
- Odpal światło w pokoju swoim sercem - mówiła ciepło.
- A co ja mam wziąć swoje serce z ciała i je postawić na środku pokoju? Nie no spoko -zaczęłam mówić jak głupia, ale jej mina spoważniała. - Ale, że jak?
- Musisz być pewniejsza siebie! Co lubisz robić? - spytała.
- Hm, sama nie wiem... - odpowiedziałam. - Grać na skrzypcach elektrycznych i jeść? O i grać, to też lubię. Zapomniałabym jeszcze kocham być wiecie taka sadystyczna i masochistyczna. Takie tam wiecie!
-Dobrze, Calwin idź po skrzypce dla niej! - Zażądała bardzo stanowczym głosem.

- Ależ spokojnie ja mam swój klucz wiolinowy i sobie zagram, co będę chciała - odparłam zanim Calwin wyszedł z pokoju.
- Jakiż to klucz? - Zdziwiła się księżniczka.

-Zobaczysz... 
Ruszyłam do gry po długim czasie. W sumie tak czy siak wstydziłam się zagrać, ale zrobiłam to.
- Odkrywasz siebie kochana! - Wykrzyknęła władczyni Jednorożców i kazała innym wyjść, a mi zostać. - Widzisz te zdjęcia? To są zdjęcia z Twojego życia. 
Było to dla mnie szokiem co zobaczyłam. Pełno moich zdjęć w jej pałacu.
- Co te zdjęcia robią u ciebie w zamku?! Co to ma znaczyć?! - byłam trochę zła.
-Ciii... Cóż, te fotografie są tu z jednego powodu, aby ci wszystko wyjaśnić. Reszty dokładnie później się dowiesz, ale powiem ci tyle ile wiem. Twoja mama nazywała się Sydniey Demyan, a Twój ojciec Apollo Darknessen. Tak wiem inaczej się nazywa, ale ten tata, który Cię teraz wychowuję jest tylko zastępczym. To on ci zabił mamę w awanturze. On stosował na niej przemoc rodzinną, tak długo ją bił, aż ją zabił. Twoja matka nie była zwykłą istotą. Była aniołem śmierci, a Twój ojciec greckim Bogiem. Pamiętaj, że wszystko co niemożliwe tu jest możliwe. Od małego cechowałaś się wielkim zamiłowaniem do muzyki, ale to nie jedyna rzecz. Jesteś jedną z najlepszych dziewczyn w matematyce, ogrywasz nawet studentów. Masz smykałkę do technologi, jak i do tego, aby oczarować ludzi swoim urokiem. Mimo tego, że jesteś chłopczycą - mówiła skromnie, ale szczerze. Było to straszne, jak i kochane. - Posiadasz dużą siłę wewnętrzną, jak i zewnętrzną. Myślisz o wiele więcej niż reszta. Masz dobre serce po mamie, a wytrwałość po ojcu..
- Skąd o mnie tyle wiesz? Czemu tak twierdzisz? - Byłam w stu procentach strasznie ciekawa.
- O wybawicielce trzeba wiele rzeczy wiedzieć. Haha, ja jestem Natalsza, ja zawsze wszystko wiem - powiedziała z uśmiechem i oprowadziła mnie po pałacu. Pałac był piękny wiele tęczowych komnat, ale jednak za dużo różowego. Gdy skończyła mnie oprowadzać spytałam się jej, czemu płakała jak przyszłam.
- Możesz mi wierzyć albo nie, ale ona powróciła i nie sama - odparła.  - To ona mi to zrobiła. Teraz jestem bez mocy nie mam włosów nie mogę być królową!
- Ale kto? Jaka powróciła? - Pytałam z zaciekawieniem, jak i było mi jej szkoda.
- Ona, czyli Elizabeth Ostberg... - powiedziała z zgrozą. O zgrozo! Na pobliskim stoliczku znalazłam nożyczki i zrobiłam coś czego nikt się nie spodziewał. Obcięłam włosy do szyi, zamoczyłam w tęczowej farbie i podarowałam Natalsze. Popatrzyła na mnie, a ja pedofilsko się na nią popatrzyłam.
- Proszę, to dla ciebie one nie są mi potrzebne, Tobie tak - powiedziałam, a księżniczka przyłożyła moje włosy do swoich i od razu się połączyły. Z radości mi skoczyła na szyję. W szybkim tempie, jednak włosy mi zaczęły odrastać i stały się jeszcze dłuższe.
- To, jednak nie jest zwykła magia - powiedziałam do wszystkich i musieliśmy już lecieć dalej. Pożegnaliśmy się, że wszystkimi i poszliśmy po Teema, który znów przesiadywał u Kelsy. Jak słyszałam oczywiście to podobno się w niej podkochuje. Ma wiewióra gust. Polecam!
- Teemooo! - Zaczął się drzeć Asa - Mam głośniej?! Teemoo! Teemo ty gnojku chodź tu!
I od razu przylazł. 
- Czego chcesz Asa?! - Krzyczał swoim słodkim głosem, a ja się śmiałam. - No, co się śmiejesz?! A kopa chcesz panienko?

A ja wybuchłam jeszcze większym śmiechem.
- Mnie nie zrozumiesz - odparłam i wypiliśmy herbatkę u Kelsy. Kelsy mówiła po koreańsku, ale jedynie ja i Teemo ją rozumieliśmy. Nie ma to, jak być pseudo koreańskim pykaczem klawiatury! Trochę posiedzieliśmy pijąc tylko herbatę i chodząc do łazienki. 
- To, gdzie teraz? - Zapytałam Asę.
- Teraz to wynająć muszę z siostrą Jednorożce na dalszą podróż - odpowiedział chłopak.
- Już to widzę. Spierniczysz z nimi i tyle - przewróciła jego siostra oczami i była to prawda.
- Do Pitera! Do Pitera Rounta! - Krzyczał bardzo słodziutko Teemo.
- Kto to Piter? - Znów się spytałam.
- Nie pamiętasz Pitera z podstawówki? - Odrzekła Ada.
- Aaaa, to ten co zawsze każdą dziewczynę podrywał. Pamiętam, tego nie da się zapomnieć. On to taki zawsze był "pseudoskejter"

Asa zaczął inaczej na mnie patrzeć i w ogóle. 
- Korneliana, a może pójdziesz ze mną do fryzjera muszę je trochę podpiąć, bo idziemy wieczorem. Gdzieś, gdzie będziesz potrzebna - powiedziała z uśmiechem na twarzy jak zawsze i zaczęła grać na gitarze. Umiliło nam to czas. Po jedenastu minutach podróży przybyliśmy na miejsce. Do salonu fryzjerskiego. Każdy oczywiście się przywitał.
-Witam, to kto idzie pierwszy?-spytał się fryzjer i wskazali na mnie.-To co Ci zrobić? 
- Zrób jej pasemka i końcówki, i ładnie upnij - powiedział Asa.
- Czemu tak? - Bardzo zdziwiłam się, że mówił za mnie.
- Bo będzie Ci tak pięknie... - zawstydził się trochę. - Z przodu, po prawej stronie na jej czarnych włosach prosiłbym grube pasmo białych włosów, a na to dwa fioletowe. Po lewej stronie 3 fioletowe, ale najpierw podciąć końcówki, znaczy tak trochę wycieniować, a następnie upiąć w ładnego koka!
Oczywiście każdy się dziwnie na niego spojrzał, ale w sumie podobał mi się taki układ.
- A ta druga pani? - Zapytała fryzjerka.
- Ja po proszę o piękne uczesanie włosów. Tak melancholijnie - poprosiła Ada fryzjerkę.
Fryzjerzy zaczęli, a Asa zaczął się tylko przyglądać. Śmiał się, podziwiał i wzruszał. Gorzej niż, jak kobieta w ciąży. Ada była już gotowa, a ja miałam już tylko włosy do ułożenia.
- Ejjj, a czemu tak szybko je robimy? - Kocham się ich pytać.
- Idziemy tam gdzie czas od razu się zmienia na późniejszy. Przedstawiamy Ci podróż, między wymiarami - zaczął opowiadać Teemo. - Jeśli teraz polecimy do krainy Czarodziei na bal maskowy! Jak w Wenecji co piękne korale ukradłeś Asa! Pamiętasz!
- A jaka to kraina? - Pytając się mocno śmiałam.
- Novocaine. Wypieprzaj Teemo i czekaj na zewnątrz! - Wściekł się chłopak.
- Proszę, skończone! Także po prawej stronie jest kawałek białych włosów, a na nich fioletowe pasemka. Po lewej stronie od razu są fioletowe pasemka. Fryzura to taki dosyć luźny kok, aby nie ciągnęło pani włosów. Zaraz go wykonam to naprawdę zajmie chwilkę - powiedziała z uśmiechem fryzjerka, ponieważ bardzo mocno była z siebie zadowolona, ale jeszcze musi mi je związać.
- Ahahaha, już to widzę ta pani to z cztery godziny po stoi, aby ci je związać! - Śmiał się Asa -Ubezpieczenie jej za to zapłacisz!
- Ja jej odszkodowań w miejscu pracy nie załatwiam - odpowiedziałam żartobliwie i zaczęła mnie pupa boleć. Inni się bardzo mocno nudzili, a ja prawie tej kobiecie zasnęłam.

- Jaaaaa, ile to ja muszę jeszcze tu siedzieć?!-zaczęłam się drzeć, bo już miałam dość.
- Ufff, gotowe! - Darła się z radości fryzjerka.
- Dobra, dziękuje i do widzenia! - Obudziłam resztę ekipy i szliśmy do pałacu Natalszy się przebrać. Zaczęliśmy szybko biec, bo mieliśmy nie wiele czasu. Po dziesięciu minutach szybkiego biegu dobiegliśmy do pałacu. Byliśmy bardzo mocno zdyszani.
- Po balu lecimy po Emilię i tego tam nerda... - mówił Asa, ale mu przerwała Natalsza z bardzo ważną wiadomością.
- Ona powróciła nie bez powodu i nie sama... - zaczęła mówić z przerażeniem Natalsza-Współpracuje z takim jednym okularnikiem o czarnych włosach, a na końcówkach ma żółte. Nosi sweterki w kratkę i czarne rurki. Od razu mi się skojarzyło z Dr Jeneckdy.
- Wiem kto to może być. Podawał mi leki i zastrzyki na psychotropach. Jest doktorem w Islington. Siedział w więzieniu za porywanie i eksperymentowanie na dziewczynach, które są mniej więcej w moim wieku - powiedziałam i poszłam do garderoby.
- Chodź, pokaże ci jaka sukienka na Ciebie czekała - odparła szybko Ada i pobiegła w głąb szafy i po dwóch minutach już wróciła. - Proszę o to suknia dla Ciebie. Jest Twój rozmiar, o masz bardzo duży! Hihihihi! Dobra, masz i idź się szybko przebierać!
Podziękowałam i za zasłoną się przebrałam. Suknia była czarna z rozkloszowanym dołem. Była z sztywnego materiału, ale miękka w dotyku. Cała czarna, podobało mi się to.
- Dobra, wyruszamy do Novocaine i ostrzegam przechodzimy przez sferę zmiany czasu! - Ostrzegł Asa w szarym garniturze. Ada miała ubraną piękną biało-zieloną suknię. Podróż nie zapowiadała się łatwa.
- Witamy w Novocaine! - Przywitał nas strażnik w długiej szacie. Była to piękna kraina o starodawnym zarysie. Mój dom przy tych wyglądał bardzo modnie. Znajdowała się na wielkich stromych górach i kanionach.
- Ada co ty trzymasz w tym pokrowcu? - Byłam bardzo ciekawa.
- O, tu w tej? W niej trzymam mój łuk i noże do walki wręcz - powiedziała jak zawsze z czystym sercem na sumieniu.
- Bum, bum Twoja matka to lama i kąpie się wiadrze - kłócił się Teemo z Asą. Teemo'wi to nie wychodziło. Asa mu gadał tylko przekleństwami. Dolecieliśmy do chatki z brzozy. Uuuuuu, brzózki i nagle mi się przypomniał Dominik.
- Korneliana! - krzyczał głos podobny do Emilii - Cześć, długo się nie widzieliśmy! Wow, świetnie wyglądasz. Jeszcze jest Rychliś powiedział, że chcę wreszcie Ciebie spotkać.
- To, bardzo miłe, ale jak tu się znaleźliście? Przecież tu jest, wcale nie łatwo się dostać - zaczęłam mówić - A wy też idziecie na bal? My na razie idziemy do Pitera... 

I właśnie on mi przerwał.
- Witaj, wiedziałem, że będziesz chciała, aby tu byli i są. Oni idą na bal, ja również.
- Na, którą godzinie jest ten bal? Chyba, mam prawo wiedzieć, nie? - zapytałam z uśmiechem.
- Na 20.30 musimy się znaleźć pod aulą - powiedział Asa i było widać, że jest mu zimno.
- Co my tam będziemy tańczyć? Może im coś zaserwuje z mojej listy - śmiałam się, wymachując dziwnie rękoma.- Wiesz, będą takie bity i w ogóle.
-Haha, nie będziemy walce, belgijki, tango tańczyć i takie tam podobne - odpowiedziała Ada.
- Ooo, to ja będę z Emilią zawsze to chciałem. Kiedyś chodziłem do szkoły baletowej. Zdobywałem nagrody... - tak sobie Rychliś opowiadał, a my się na niego tak patologicznie patrzeliśmy.

- Dobra, ja muszę się przebrać wejdźcie, żeś w moje skromne progi - odrzekł Piter i pobiegł. Pomyślałam sobie, wtedy: "Naprawdę skromne progi. Skrzypiące krzesła, pajęczyny i, i, i rozwalona lodówka! O, nie to już przesada!" Było mi szkoda lodówki. Lodówki są piękne, ponieważ trzymają tam jedzenie i takie tam...
- Nie, no nudy tu są. Co oni mogą tu robić?! - ze złością się dopytywała Emilia.
- Chodź ze mną to ci pokaże! - wykrzyknęłam i wszyscy się na mnie spojrzeli i poszli ze mną.
- Patrz i ucz się jak to kończy... - nie dokończyłam, bo z adrenaliny skoczyłam na chmurę, o dziwnym kolorze.
- Chodźcie, jest świetnie! - Wykrzyczałam z radości i pokazałam znak, że ma się odwalić. - No, co wy jest zajebiście! 

Jak się dowiedziałam, że chmury są ich zwierzętami skoczyłam w dół.
- Nic Ci się nie stało? - Spytał się Rychliś z przerażeniem. Po chwili wróciłam na linię, a za mną leciały nietoperze. Potem wskoczyłam na platformę, z której wylatują Czarodzieje i zahaczyłam, o jedną z tych mioteł. Leciałam do góry nogami, ten widok był taki dobry, aż zapierał dech moich płucach i zaczęłam się dusić. Tak, tak mam astmę i atopowe zapalenie skóry, dlatego nie mogę grać w drużynie koszykarskiej.
- Pani, co pani tutaj robi? - Pytał się Czarodziej w długiej brodzie, a ja skoczyłam w dół. Leciałam, odpływałam, aż stanął czas. Wyciągnęłam rękę do przodu, aby się o coś złapać, gdy czas nagle znów płynął, a ja nie spadałam. Nie wiedziałam, co się działo. Czułam, że to już jest inny świat. W pewnym momencie podszedł do mnie mężczyzna. Był on ubrany w białą, długą szatę i czarną bandanę, która zasłaniała jego całą twarz, prócz oczu.
- Idziesz ze mną! Idziemy do wyroczni! - Krzyczał mężczyzna, który nie wydawał się groźny.
- A co ja niby zrobiłam?! Nie jestem grzesznicą! - Darłam się.
- Tak, czy siak, sama się nie ruszysz! - wykrzyknął i ciągnął mnie za rękę. Gdy mnie tam, gdzieś dociągnął, rzucił mną na swoje plecy i skoczył w złotą otchłań.
- Hera, koka, hasz , LSD... - śpiewałam sobie z nudów, a on już wścieklizny dostawał.
- Czy ty kurwa możesz przestać?! - Nie wytrzymał. - Co ty masz jakieś chore ADHD?!
- Tak, skąd wiedziałeś? - Spytałam się żartobliwie.
- Jezu, jesteś czysty ojciec. Zachowujesz się, tak samo ja on.-marudził.
- Ty! Ale, chyba to dobrze nie?-znów się pytałam i już mi nic nie odpowiedział. Po paru chwilach się odezwał.
-Tu czas, nie leci. 
I już wiedziałam, że o czas na bal nie muszę się martwić. Dotarliśmy do świata, gdzie pełno bieli i złocistości, a pod nami starożytne, brudne, ciemne, szare miasto greckie.
- Dziewico, boginio, wybawicielko idź z przodu - powiedział facet. - Jestem Hermes, miło mi! 
Wtedy pomyślałam "O, nie! Jestem na Olimpie, ale czemu właśnie ja?!" Po jakimś czasie, (oczywiście tam czas, nie leci) dotarliśmy do świątyni. Była cała usypana zmielonym złotem, a Hermes mi podpowiedział, że jeśli nie uwierzę to, nie zobaczę. Na wszystkich budowlach były wyryte napisy w staro-greckim języku, które z czasem rozumowałam. Nagle stanął i wpadłam w niego, chyba nic nie zajarzył.
- Stój! Wrota Dionizosa muszą się otworzyć! - Wykrzyknął i przywalił mi w twarz łokciem. Nie był to przystojny łokieć. Wielka brama zaczęła się otwierać, była cała w winoroślach. (Będzie winko! Będę miała się czym wreszcie nachlać) Weszliśmy do środka i się rozejrzałam. Wszystko miało kolor złoty, wszędzie był nektar w wielkich baniakach. Kazał mi wejść do środka i weszłam. Po prawej stronie był basen wypełniony kozim mlekiem, po lewej, zaś złote bronie. Wszedł, nagle Zeus, byłam jedyną osobą, która mu się nie ukłoniła.
- Słuchaj, ja ci nie będę się kłaniać, modlić, czcić, myć, a tym bardziej salutować! Mam do ciebie jedynie jedno pytanie! Kim ja jestem, po co tu jestem i gdzie jest mój ojciec?! - Wykrzyknęłam wszystkie zdania. Bóg piorunów spojrzał się na mnie wielkimi oczami.
- To ty nie będziesz... - zaczął mówić, ale mu przerwałam.
- Przepraszam, Cię bardzo, ale ja sobie nie dam pomiatać, a Ty w tym momencie dajesz. Jak widać, to nawet dziecko, by Ciebie we wszystkim pokonało - z ledwością te ostatnie słowa wydusiłam. Widać po nim było, że wyszedł na nikogo.
- Wyzywam Cię na pojedynek! - Wykrzyknął i chciał już iść.
- Kobiet się nie bije! Ale dobra, to kiedy dziś czy kiedy? - Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
- Do tego czasu, aż ja nie przyjdę z Herą! - Krzyknął ciągnąc kobietę na siłę. Nie była zadowolona. 
- Witaj, jestem Ares. Chodź pokażę Ci broń i takie tam - powiedział i zabrał mnie do  pomieszczenia z tym wszystkim, co potrzebujemy.
- Dużo, tego wszystkiego - odparłam i podziwiając wszystkie stroje klas.
- Jesteś z rodu Szelm. Dam Ci ich strój, a broń musisz wybrać między dwoma albo kusza, albo sztylety - odpowiedział i czekałam, aż przyjdzie. W rękach trzymał strój, według mnie z chustek, ale naprawdę była z jedwabiu. Ubranie było całe czarne, tylną część noszono tak, aby najdłuższe kawałki materiału leżały na ziemi.
- Teraz tylko broń, chodź! - Odparł, a ja zostałam i wyjęłam moją laskę w kształcie klucza wiolinowego. Pomyślałam, o tym, aby się zmieniła w sztylety i się zmieniła.
- Jak ty to zrobiłaś?! - Zapytał zdziwiony.
- Normalnie! - Odparłam i zaczęłam się nimi bawić.
- Stop! Nie wiesz, jak ich używać! Idziemy na pole Hefajstosa! - Odrzekł Ares i tam poszliśmy. Pole Hefajstosa, to było pole, gdzie były stare urządzenia i narzędzia, które mu nie wyszły.
- Wątpię, aby dziad przyszedł. Już to widzę - odparłam i kazał mi iść na wprost.
- Też, tak myślę, ale Twój ojciec kazał mi to zrobić, aby Cię nauczyć władać tym. Powiedział, że to się dziś Tobie przyda - powiedział tajemniczo - A i mów mi wujek, bo przecież jestem bratem Twojego taty. Dobra, nauczymy Cię podcięć i krzyku oszałamiającego.
I tak zaczęliśmy naukę. Śmieliśmy się przy tym bardzo mocno.
- Noga idzie w górę... - zaczął mówić. - Przewrotka do cholery!
- Ale jaka?! - Już nie wytrzymywałam, bo nie tłumaczył wszystkiego dokładnie. - A może versus? Ty przeciwko mnie.
- Jesteś poważna?! Umiesz, tylko trzymać broń. Dam ci fory - mówił ze zdziwieniem.
-Nie, nie dasz. Dam radę, nie martw się - odpowiedziałam z szczerym uśmiechem i ustawiliśmy się. Przyszła, nawet Atena z Afrodytą i Nimfami. Stryj ubrał swą złotą zbroje i broń, wyglądał, jak Spartanie w moich podręcznikach do podstawówki.
- Liczę do dziesięciu i walka się rozpoczyna! - powiedziała z dumą Atena i zaczęła liczyć - 1... 2... 3...
- Nie dasz rady, ja ci krzywdę zrobię - powiedział cicho Ares i bogini skończyła liczyć. Walka się zaczęła. On stosował walkę Templariusza, a ja karate i walkę wręcz ze sztyletami. Podcięcia, salta, zasłonę dymną, gorącą krew, kombo. Po jakimś czasie mnie przewalił i przypomniałam sobie, że mój głos nie jest zwykły. Zaczęłam śpiewać i małymi kroczkami się do niego zbliżałam. Stawał się osłabiony, aż padł i dźgnęłam go w kark.
- A mówiłeś, że Cię nie pokonam - wysyczałam przez zęby i go oplułam. Boginie były zdziwione, a wujkowi było wstyd. Myśląc, o tym balu pośpieszyłam się do tego portalu, z którego wyskoczyłam z Hermesem. I tak wróciłam do rzeczywistości. Gdy wróciłam, znów byłam w tej samej pozycji tylko, że leciałam. Miałam to samo ubrane, co na Olimpie. Wtedy rozłożyłam skrzydła i zajarzyłam, że mogę walczyć w powietrzu. Wróciłam do całej reszty. Patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Wtedy wyszedł Piter i zaczął mówić.
- To teraz, pewnie wiesz, że jesteś z rodu szlacheckich Szelm. Jesteś potomkini Czarnej Zmory. Kobiety, która wyzwoliła kraje słowiańskie z rąk Niemców i Austriaków - i skończył.
- Nie, przebiorę się zobaczycie, czemu - odparłam i poszłam z Emilią coś zjeść.
- Ejj, czekaj! Słuchaj, chodź coś Ci powiem na ucho - wyparł z siebie Rychliś i do niego podeszłam.
- No, co się stało? - Zaczęłam pierwsza szeptać.
- Myślisz, że mi się coś uda z Emilką? Wiesz zależy mi na niej, a głupia jak reszta dziewczyn nie jest. Sama, na pewno tak myślisz, bo się z nią przyjaźnisz - szeptał chłopak.
- Jasne, jasne, że tak - skończyłam i się uśmiechnęłam, a on był pełny radości. Zaczęłam z przyjaciółką, mu buszować w szafkach, aż tak szczegółowo, że rozwaliłam drzwiczki. Tym bardziej, że on w swojej lodówce nic nie miał, bo była zepsuta. 

- Nie stać Cię Piter na czajnik?! - Krzyczałam. Powiedział mi tylko tyle, iż podobno jego mama od niego pożyczyła. Naprawdę, bardzo normalne.
- Może, zaczniemy się zbierać? Nie wiadomo, jeszcze czy zdążymy - zaczął mówić Asa i skończył.
- To dobry pomysł - odparła Ada. - Możemy, wtedy pomóc w przygotowaniach! 
Jednogłośnie wypowiedzieliśmy tak i zaczęliśmy zbierać nasze rzeczy na Jednorożce.
- Ja nie lecę na nich, wolę lecieć na skrzydłach - wypowiadając poprawiałam bandanę i wystartowałam do lotu. Nie umieli mnie dogonić, a wyruszyli minutę później. Umiałam latać, cofać czas, rzucać klątwy, walczyć i opętać przeciwnika głosem. To było już chore. "O, żeś kurde... Wielka ta aula." pomyślałam i moje oczy nie dowierzały. Na widok, takiego wielkiego pomieszczenia, którego jeszcze się nie widziało, to tragedia. Czekałam na nich, aż dziesięć minut.
- Wreszcie! Wchodzimy, bo już mi się nie chcę tu stać. Wystarczy, że już tam jakiś gnojek się na mnie, dziwnie patrzy - powiedziałam przez mocno oplutą bandanę i posłuchali mnie, więc weszliśmy. Trwały już przygotowania, wszyscy biegali i wymachiwali różdżkami. Latały meble, jedzenie, dekoracje i takie tam pierdoły. Oczywiście, jak zawsze jakieś dziecko rzuciło we mnie stołem, więc mu przywaliłam krzesłem. Już nie wróciło.
- Mamy jeszcze godzinę i trzynaście minut! - Wykrzykiwał, chyba z pięć razy Rychliś i kazaliśmy mu iść do "pseudodidżeja".
- Ja idę do kuchni, coś powyżerać - powiedziałam i się ze mnie śmieli. Dla mnie to normalne, że zawsze wyjadam jedzenie. Poszłam do kuchni i zaproponowałam pomoc, przyjęli ją i zwarcie pracowałyśmy śpiewając "Mamma Mia" ABBY. Świetne kobiety, to były. Po trzydziestu minutach gotowania, pieczenia, dekorowania, nasze ciasta i inne desery wjeżdżały na stoły. Mieli kuchnię z całego świata, to było cudowne! Dobra, koniec o tym żarciu, bo to jest nudne.
- Hahaha, a może karaoke? Skusisz się Korneliano? - Rył ze śmiechu Asa.
- Tak, oczywiście!- Wykrzyknęłam pełna entuzjazmu i podeszliśmy do Rychlisia i tam, tego dziwnego DJ. Kazaliśmy włączyć Nirvanę "Smells Like Teen Spirit" i tak zaczęliśmy śpiewać, i grać. Wyglądaliśmy, jak byśmy byli przyjebani, bo chyba, jednak tak jest. Dochodziła powoli 20.30 i przychodzili, niby jakieś za wielkie się uważające szlachty i żeby nie było mi wstyd przyciągnęłam do siebie Asę. Tak, jakoś odruchowo i dziwnie.
-Posrane, te szlachty. Ja jestem wieśniarą i mi dobrze! - Mówiłam z oburzeniem, bo niedobrze mi było na widok, tak pustych i głupich większości współczesnych dziewczyn. Nic, nie mówię, że wszystkie takie są.
- Potwierdzam, zgadzam się w stu procentach! - Zaczęła tak gadać Emila, ponieważ przy niej stał Rychliś. Wreszcie zobaczyłam dziewczynę, o podobnych rysach twarzy, co mój prawdziwy ojciec. To na pewno, nie był przypadek. I się tak dziwnie poruszała, aż doszła do Pitera. Zaczęło mi się kręcić w głowie i pobiegłam do toalety, ale trochę mi zajęło, zanim je znalazłam. Łazienki zostały uporządkowane, tak, że są dla terrorystów i terrorystów. Znów przyszłam na salę, aby z siebie idiotkę robić. Stałam na środku jak głupia dopóki do tańca nie zaprosił mnie naprawdę przystojny i wysoki mężczyzna.
"Witam, miło mi Ciebie, znów widzieć po dobrych dziesięciu latach. Wyglądasz, tak samo, ale inaczej. Twoje poczucie humoru, jest bardzo dobre, więc dla mnie też bądź. Zostaniesz moimi zwłokami i nikt Ci nie pomoże!" mówił czyjś głos w mojej w głowie. Na pewno to, jest ta dziwne poruszająca się i zaczęła w moją stronę dążyć. Wyjęłam klucz i zmieniłam go w skrzypce, na których nie umiem grać, gdyż są inaczej skonstruowane. Dziewczyna miała matową cerę, czarne krótkie włosy, czerwone oczy i ubierała się w stylu gotyckim i emo. (Takie pół na pół) Podejrzewałam, że to wampir. Nie wiedząc, co robić zaczęłam grać na skrzypcach. Wybrałam piosenkę Michaela Jacksona "Smooth Criminal". Przyłączył się do mnie Butters (lubię na niego tak wołać) i zaczęliśmy. Tylko my trójkę mogliśmy się poruszać, reszta stanęła. Piosenka ta zatrzymała innych, ciekawe nie powiem.
- Zginiesz! To nie fair, że to Ty, a nie ja, mam taką moc! - Krzyczała dziewczyna i rzuciła się na nas.
- Eleanor, co ty robisz?! - Darł się Asa, pewnie skądś ją znał.
- Ojciec, nie powinien jej obdarowywać, tylko mnie! Jestem osierocona, wtedy kiedy skończyłam cztery lata i sama się wychowywałam! - Krzyczała z histerii, a ja nie przestawałam grać. Ciągnęła dalej. - Jeszcze jestem Wampirem, który powinien mieć wszystkie moce, a mam tylko telepatię! Zostałam satanistką, bo tylko mi to zostało!
Kończąc ostatnie słowa rzuciła się na mnie. Odskoczyłam i złapałam ją za nogę, i rzuciłam w stół. Rozwaliła go. Jedzenie poszło w górę, więc we nim rzucała. Chłopak poszedł wynieść, wszystko co wartościowe. Bał się, że ktoś z jej ekipy, to wyniesie. Zmieniłam szybko skrzypce w sztylety. Rozwinęłam skrzydła i wyrwałam belkę z sufitu, rzucając w nią. Upadając na ziemie Eleanor, zmieniła się w nietoperza, który leciał w kierunku kuchni. Spotkałyśmy się tam, gdzie wykonałam rzut sztyletem z liną. Trafiłam prosto w udo i ją pociągnęłam, tak, że wyleciała z okna. Również wyskoczyłam, aby dobić dziewczynę do końca. Złapałam wampirzyce za szyję i pchałam w dół, wreszcie trzasnęła w chodnik. Wszyscy znów zaczęli się poruszać, a krótkowłosą zabrali mężczyźni ubrani w kolczaste zbroje, którzy wrzucili ją na latającą jaszczurkę i odlecieli.
Ekipa mnie pochwaliła, a bal z powodu zniszczenia sali, został zakończony. Nie rozumiem za co tak pochwalili. Nie musieliśmy posprzątać, więc wróciliśmy do domu Pitera. 
- Niezła rana na plecach. Nigdy jeszcze takiej nie widziałem - mówił czarodziej, opatrując mi, właśnie tą ranę. 
- Wiecie co? Warto byłoby się przespać. Z samego rana, jedziemy do mojej rodziny. Do Krainy Ciemnego Snu. Mieszkają tam tylko Nocni Łowcy. Na śniadanie, coś weźmiemy z sadu pani Vibby - powiedziała Ada i poszliśmy spać. Droga, znów nie zapowiadała się łatwa. Mimo, że to robiło się już męczące musieliśmy iść tylko w przód i się nie zatrzymywać.

Share:

0 komentarze