Chitso to Minami #2
~~Sai~~
Po tym wypadku chłopak nie pojawiał się w szkole od ponad tygodnia, więc wychowawczyni poprosiła mnie, abym mu zaniósł notatki. Okazało się, że mieszka w najbogatszej dzielnicy, więc czekała mnie długa droga metrem. Powoli dochodziłem pod wybrany adres. Nie mogłem uwierzyć w to, że ludzie potrafią mieć tyle pieniędzy. Podszedłem pod drzwi i zacząłem pukać kołatką w drzwi.
-Już idę! - krzyknął jakiś facet o wysokim głosie.
- A ty to kto? Co Cię tu sprowadza? Jak ty w ogóle jesteś ubrany?! Rodzice dbają o ciebie? Ty mi kogoś przypominasz! Już wiem... - jednak okazało się, że to była gruba, brzydka baba. Pewnie jego matka, nie okazała się być sympatyczna. To po kim Chitso jest taki słodki?
-Dzień dobry, jestem kolegą z klasy pani syna, Yukimury. Wychowawczyni Kimitoko poprosiła mnie o to, abym mu przyniósł notatki. Mogłaby mnie pani wpuścić? - burknąłem, ale stwierdziłem, że nie powinienem być miły dla takiego wrednego babska. - Będzie dla ciebie lepiej, jak nie będziesz kogoś oceniała nikogo po wyglądzie Hitoshito. Taka rada na przyszłość - prychnąłem i wszedłem do środka, nie czekając, czy zechce mnie wpuścić, czy nie. Gdybym miał taką matkę, chyba popełnił bym samobójstwo. Zamiast iść do pokoju Chitso, skierowałem się w stronę kuchni. Zajrzałem do piekarnika, a tam lasagne...
- Zostaw moją porcję! - ochrzanił mnie Yukimura. Odwróciłem się w jego stronę. - To ty! Tutaj też jesteś?! Czego chcesz Sai?
- Cóż, jeśli nie mogę zjeść twojego obiadu to szkoda. Jestem tu po to, aby ci przekazać notatki. Pracę domowe też odrobiłem, więc będziesz mógł przepisać- odrzekłem z niechęcią. Nie chciałem, aby brał mnie za idiotę co każdą rozmowę.
- Synku, idę na zakupy uważaj na siebie nigdzie nie wychodź - ucałowała go ta baba i ścisnęła tak mocno, że prawie się wywalił. Od samego początku z ledwością trzymał się na tych kulach.
- A czy pana Chitso trzeba wnieść po schodach do pokoju? Czy sam dasz radę tam dojść w 20 minut? -kpiłem sobie z niego, a on patrzył na mnie wściekle. - Co ja tu widzę? Wkurzoną księżniczkę!Uśmiechnąłem się do niego szeroko i raczyłem jako pierwszy wejść na górę. Na kolanach czekałem, aż dojdzie.- O panie, proszę zmiłuj się nade mną i racz mnie wpuścić do swego pokoju. Podziel się do tego posiłkiem i, i, i czekaj bo kartkę z tekstem zgubiłem. Dobra, do tego pakietu dorzuć mi nocleg u ciebie, gdyż nie mam domu.
-Już idę! - krzyknął jakiś facet o wysokim głosie.
- A ty to kto? Co Cię tu sprowadza? Jak ty w ogóle jesteś ubrany?! Rodzice dbają o ciebie? Ty mi kogoś przypominasz! Już wiem... - jednak okazało się, że to była gruba, brzydka baba. Pewnie jego matka, nie okazała się być sympatyczna. To po kim Chitso jest taki słodki?
-Dzień dobry, jestem kolegą z klasy pani syna, Yukimury. Wychowawczyni Kimitoko poprosiła mnie o to, abym mu przyniósł notatki. Mogłaby mnie pani wpuścić? - burknąłem, ale stwierdziłem, że nie powinienem być miły dla takiego wrednego babska. - Będzie dla ciebie lepiej, jak nie będziesz kogoś oceniała nikogo po wyglądzie Hitoshito. Taka rada na przyszłość - prychnąłem i wszedłem do środka, nie czekając, czy zechce mnie wpuścić, czy nie. Gdybym miał taką matkę, chyba popełnił bym samobójstwo. Zamiast iść do pokoju Chitso, skierowałem się w stronę kuchni. Zajrzałem do piekarnika, a tam lasagne...
- Zostaw moją porcję! - ochrzanił mnie Yukimura. Odwróciłem się w jego stronę. - To ty! Tutaj też jesteś?! Czego chcesz Sai?
- Cóż, jeśli nie mogę zjeść twojego obiadu to szkoda. Jestem tu po to, aby ci przekazać notatki. Pracę domowe też odrobiłem, więc będziesz mógł przepisać- odrzekłem z niechęcią. Nie chciałem, aby brał mnie za idiotę co każdą rozmowę.
- Synku, idę na zakupy uważaj na siebie nigdzie nie wychodź - ucałowała go ta baba i ścisnęła tak mocno, że prawie się wywalił. Od samego początku z ledwością trzymał się na tych kulach.
- A czy pana Chitso trzeba wnieść po schodach do pokoju? Czy sam dasz radę tam dojść w 20 minut? -kpiłem sobie z niego, a on patrzył na mnie wściekle. - Co ja tu widzę? Wkurzoną księżniczkę!Uśmiechnąłem się do niego szeroko i raczyłem jako pierwszy wejść na górę. Na kolanach czekałem, aż dojdzie.- O panie, proszę zmiłuj się nade mną i racz mnie wpuścić do swego pokoju. Podziel się do tego posiłkiem i, i, i czekaj bo kartkę z tekstem zgubiłem. Dobra, do tego pakietu dorzuć mi nocleg u ciebie, gdyż nie mam domu.
~~ Yukimura ~~
Eh, znowu ten idiota. Jeszcze chciał zjeść moją lasagne. Jakim cudem matka w ogóle wpuściła go do domu? Cóż, przynajmniej przyniósł mi prace domowe, więc nie będę musiał się sam z tym męczyć. Najgorsze jest to, że jest w moim własnym domu i raczy się zachowywać jakby był u siebie. Boże, jak on mnie wkurza. On jeszcze chce, żebym wpuścił go do pokoju? Chyba sobie kpi.
- Dzięki za notatki, a teraz byłbym wdzięczny, gdybyś już sobie poszedł - powiedziałem przez drzwi. Nie zamierzałem mu otworzyć.
- Jak mnie nie wpuścisz, to zjem ci obiad.
Ugh... jeszcze czego. Z niechęcią otworzyłem mu drzwi.
- Pff, niech ci będzie. Właź, tylko niczego mi tu nie dotykaj.
- Okej, okej.
Usiadłem na łóżku, a Sai obok mnie. Poczułem się trochę... dziwnie. Co to mogło być? Jeszcze nigdy nie doświadczyłem czegoś takiego. Zrobiło mi się gorąco i trochę duszno.
- Dzięki za notatki, a teraz byłbym wdzięczny, gdybyś już sobie poszedł - powiedziałem przez drzwi. Nie zamierzałem mu otworzyć.
- Jak mnie nie wpuścisz, to zjem ci obiad.
Ugh... jeszcze czego. Z niechęcią otworzyłem mu drzwi.
- Pff, niech ci będzie. Właź, tylko niczego mi tu nie dotykaj.
- Okej, okej.
Usiadłem na łóżku, a Sai obok mnie. Poczułem się trochę... dziwnie. Co to mogło być? Jeszcze nigdy nie doświadczyłem czegoś takiego. Zrobiło mi się gorąco i trochę duszno.
~~ Sai ~~
Siedziałem koło niego i jedyną frajdą było wygodne łóżko. Chciałem uniknąć kontaktu wzrokowego, ale się nie dało. Jego przerażenie było przyjemne dla moich oczu.
- Fajnie tu masz - odparłem, po czym wstałem i wziąłem do ręki zdjęcie. - Ooo, ale żeś słodki był! Do dzisiejszych czasów ci to zostało.
- Zostaw moje zdjęcie! Nie zachowuj się, jak pedofil! Czekaj ty nazwałeś mnie słodkim? - zbiłem go z tropu. Zakazał mi dotykania rzeczy, więc poszedłem patrzeć przez okno.
- Masz ogród! Basen, także! Ja idę się kąpać. Chodź też! A nie możesz, przecież nogę masz złamaną... lecz posiedzieć możesz! - po tych słowach niechętnie na mnie spojrzał, jednakże przytaknął. Schodząc na dół zdejmowałem powoli ubrania, a Chitso pozostawał w tyle. Podbiegłem do basenu i rzuciłem ubrania na leżak, który z ledwością trzymał się na trzech nogach. Jak kto lubi, nie wnikam. Pomyślałem sobie, że nie będę kąpał się w bokserkach, a Yukimura zapewne miałby za małe dla mnie. - Ty chyba nie będziesz goły mi się kąpać?! - krzyknął cały zdyszany, lecz i tak go nie posłuchałem. Rozebrałem się całkowicie i wskoczyłem do basenu.
- Dawaj ty też! Chyba nie będziesz tak stał i dziwnie się na mnie patrzył! - darłem się, bo leżał na ziemi. Pewnie się przewrócił przez brak równowagi... - Ej, Chitso okres ryjowy masz, że nie kontaktujesz się ze mną?!
- Fajnie tu masz - odparłem, po czym wstałem i wziąłem do ręki zdjęcie. - Ooo, ale żeś słodki był! Do dzisiejszych czasów ci to zostało.
- Zostaw moje zdjęcie! Nie zachowuj się, jak pedofil! Czekaj ty nazwałeś mnie słodkim? - zbiłem go z tropu. Zakazał mi dotykania rzeczy, więc poszedłem patrzeć przez okno.
- Masz ogród! Basen, także! Ja idę się kąpać. Chodź też! A nie możesz, przecież nogę masz złamaną... lecz posiedzieć możesz! - po tych słowach niechętnie na mnie spojrzał, jednakże przytaknął. Schodząc na dół zdejmowałem powoli ubrania, a Chitso pozostawał w tyle. Podbiegłem do basenu i rzuciłem ubrania na leżak, który z ledwością trzymał się na trzech nogach. Jak kto lubi, nie wnikam. Pomyślałem sobie, że nie będę kąpał się w bokserkach, a Yukimura zapewne miałby za małe dla mnie. - Ty chyba nie będziesz goły mi się kąpać?! - krzyknął cały zdyszany, lecz i tak go nie posłuchałem. Rozebrałem się całkowicie i wskoczyłem do basenu.
- Dawaj ty też! Chyba nie będziesz tak stał i dziwnie się na mnie patrzył! - darłem się, bo leżał na ziemi. Pewnie się przewrócił przez brak równowagi... - Ej, Chitso okres ryjowy masz, że nie kontaktujesz się ze mną?!
~~ Yukimura ~~
Glebnąłem na ziemię jak debil... Ale co mam na to poradzić? W końcu złamałem nogę. "Eh, ten idiota znowu odwala jakieś debilizmy" - pomyślałem, po czym spojrzałem na Sai'a. Oczywiście, paradował nago w moim ogródku.
- Ubierz się, ty głupi chuju! - krzyknąłem do niego, ale nawet się nie przejął. Wskoczył do basenu i mnie totalnie olał. A ja nadal leżałem jak debil na ziemi. - Chyba czas się podnieść - mruknąłem pod nosem i spróbowałem wstać, ale noga bolała mnie jak cholera. Jakoś doczołgałem się do leżaka stojącego przy basenie. Zauważyłem, że leżały tam ciuchy Sai'a. "Hmmm... a jakby tak..." - nawet nie skończyłem myśli, wziąłem jego ciuchy i wywaliłem przez płot do ogródka sąsiada. - Może teraz się nauczy - uśmiechnąłem się 'pod wąsem'. Stojąc wciąż pod ogrodzeniem usłyszałem jakiś szelest w krzakach. Pomyślałem, że to pewnie jakiś kot się tam pałęta, ale postanowiłem to sprawdzić. Moim oczom ukazał się soczysty, gruby pyton. Jeszcze tego mi do szczęścia brakowało...
- O KURWA! - pisnąłem jak baba - SAI! POMOCY! - chciałem uciec, ale znowu się wyjebałem.
- Czego?! - wydarł się Sai, ubierając się w spódniczkę mojej mamy.
- Co ty do cholery odwalasz?!
- Moje ciuchy w magiczny sposób zniknęły, więc muszę sobie radzić! Nie czepiaj się. A tak w ogóle, to czego piszczysz cipo?
- Tam jest pyton! - wydarłem się, prawie rycząc z przerażenia.
- Pyton? Naćpałeś się czegoś?
- Sam sobie zobacz! - mój głos wciąż się załamywał. Nie znoszę węży, nienawidzę ich.
- Ubierz się, ty głupi chuju! - krzyknąłem do niego, ale nawet się nie przejął. Wskoczył do basenu i mnie totalnie olał. A ja nadal leżałem jak debil na ziemi. - Chyba czas się podnieść - mruknąłem pod nosem i spróbowałem wstać, ale noga bolała mnie jak cholera. Jakoś doczołgałem się do leżaka stojącego przy basenie. Zauważyłem, że leżały tam ciuchy Sai'a. "Hmmm... a jakby tak..." - nawet nie skończyłem myśli, wziąłem jego ciuchy i wywaliłem przez płot do ogródka sąsiada. - Może teraz się nauczy - uśmiechnąłem się 'pod wąsem'. Stojąc wciąż pod ogrodzeniem usłyszałem jakiś szelest w krzakach. Pomyślałem, że to pewnie jakiś kot się tam pałęta, ale postanowiłem to sprawdzić. Moim oczom ukazał się soczysty, gruby pyton. Jeszcze tego mi do szczęścia brakowało...
- O KURWA! - pisnąłem jak baba - SAI! POMOCY! - chciałem uciec, ale znowu się wyjebałem.
- Czego?! - wydarł się Sai, ubierając się w spódniczkę mojej mamy.
- Co ty do cholery odwalasz?!
- Moje ciuchy w magiczny sposób zniknęły, więc muszę sobie radzić! Nie czepiaj się. A tak w ogóle, to czego piszczysz cipo?
- Tam jest pyton! - wydarłem się, prawie rycząc z przerażenia.
- Pyton? Naćpałeś się czegoś?
- Sam sobie zobacz! - mój głos wciąż się załamywał. Nie znoszę węży, nienawidzę ich.
~~Sai~~
Jestem nagi... No tak, ubrałem spódniczkę jego starej. Zaciągnąłem ją pod pachy, jednakże kończyła mi się ona przy kolanach.
-Nie pierdol, że to spódnica jest... Ja bym to nazwał zszytym karniszem - odparłem, a ten znów mi przerwał.
- No toć ratuj mnie chuju przed tym pytonem!
- Zamknij ryj Chitso! - Wydarłem się i podbiegłem po ten przeklęty leżak. Wziąłem go i rzuciłem się z nim w krzaki.
- Co ty robisz?! Zabij pytona! - już doprowadzał się do płaczu ze strachu. Ignorowałem go. Dalej napierdalałem w te krzaki, gdzie popadnie, aż stanąłem na czymś miękkim.
- Nie gadaj, że właśnie stoję na tym wężu... - wymamrotałem i cały spocony od tej walki leżakiem odskoczyłem na płot. - Zabiłem pytona!
Za długo się nie nacieszyliśmy... W tym momencie przyszedł jakiś mężczyzna cały wściekły.
- Moja Barbi! Wy nędznicy zabiliście ją? - wymachiwał rękoma, jakby odganiał się od prostytutek. Wraz z Yukimurą się na siebie spojrzeliśmy i potem na faceta. I tak kilka razy, aż w końcu Chitso się odezwał.
- No chyba panu nie chodzi o pytona - parsknął niewiele się zastanawiając. Wiedziałem, że będą problemy, więc pochwyciłem nogę od leżaka, którą uderzyłem w tego facia. Wydusił z siebie, że chodziło o pytona, a ja poszedłem do domu. Raczej domu Yukimury. Zrobiło mi się go żal, więc wniosłem go do pokoju.
- Puszczaj mnie! Weź mnie puść, fu. Zostaw moje ciało! - Zrzędził niepotrzebnie za karę puściłem jegomościa w progu.
- Daj mi jakieś ubrania nie ma żadnych, "ale". Nie będę łaził w karniszu.
- To jest spódnica, a już szybciej jak karnisz to firana - powiedział trzymając się za głowę. Podszedł do mnie i usiadł tuż obok mnie. Okazał się być brudny, ale to sprawiało, że bardziej męsko wygląda. Dla mnie on w uczuciach okazał się kimś... Ważnym... Osobą, którą chyba pokochałem...
Jestem nagi... No tak, ubrałem spódniczkę jego starej. Zaciągnąłem ją pod pachy, jednakże kończyła mi się ona przy kolanach.
-Nie pierdol, że to spódnica jest... Ja bym to nazwał zszytym karniszem - odparłem, a ten znów mi przerwał.
- No toć ratuj mnie chuju przed tym pytonem!
- Zamknij ryj Chitso! - Wydarłem się i podbiegłem po ten przeklęty leżak. Wziąłem go i rzuciłem się z nim w krzaki.
- Co ty robisz?! Zabij pytona! - już doprowadzał się do płaczu ze strachu. Ignorowałem go. Dalej napierdalałem w te krzaki, gdzie popadnie, aż stanąłem na czymś miękkim.
- Nie gadaj, że właśnie stoję na tym wężu... - wymamrotałem i cały spocony od tej walki leżakiem odskoczyłem na płot. - Zabiłem pytona!
Za długo się nie nacieszyliśmy... W tym momencie przyszedł jakiś mężczyzna cały wściekły.
- Moja Barbi! Wy nędznicy zabiliście ją? - wymachiwał rękoma, jakby odganiał się od prostytutek. Wraz z Yukimurą się na siebie spojrzeliśmy i potem na faceta. I tak kilka razy, aż w końcu Chitso się odezwał.
- No chyba panu nie chodzi o pytona - parsknął niewiele się zastanawiając. Wiedziałem, że będą problemy, więc pochwyciłem nogę od leżaka, którą uderzyłem w tego facia. Wydusił z siebie, że chodziło o pytona, a ja poszedłem do domu. Raczej domu Yukimury. Zrobiło mi się go żal, więc wniosłem go do pokoju.
- Puszczaj mnie! Weź mnie puść, fu. Zostaw moje ciało! - Zrzędził niepotrzebnie za karę puściłem jegomościa w progu.
- Daj mi jakieś ubrania nie ma żadnych, "ale". Nie będę łaził w karniszu.
- To jest spódnica, a już szybciej jak karnisz to firana - powiedział trzymając się za głowę. Podszedł do mnie i usiadł tuż obok mnie. Okazał się być brudny, ale to sprawiało, że bardziej męsko wygląda. Dla mnie on w uczuciach okazał się kimś... Ważnym... Osobą, którą chyba pokochałem...
0 komentarze