Mysli, których nie spodziewal sie nikt...

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Wykonawca: Adele
Tytuł: Send My Love (To Your New Lover)
Rok wydania: 2016

Krótka nadzieja dla tej piosenki: Piosenka tekstem bardzo współczesna. Teledysk ciekawie zrobiony, aż naprawdę chcę się patrzeć, a Adele jak zawsze głos ma cudowny. Przyciaga do siebie fanów nie wyglądam, jak te teraz współczesne piosenkarki. Tylko muzyką jaką tworzy. Oczywiście według mej skromnej opinii. Od zawsze jej słuchałam i chyba, nigdy nie przestanę. Zachęcam do wysłuchania jej nie jednej piosenki. ;P


Tekst:
This was all you, none of it me
You put your hands on, on my body and told me
Mmm
You told me you were ready
For the big one, for the big jump
I'd be your last love everlasting you and me
Mmm
That was what you told me

I'm giving you up
I've forgiven it all
You set me free-ee

Send my love to your new lover
Treat her better
We've gotta let go of all of our ghosts
We both know we ain't kids no more
Send my love to your new lover
Treat her better
We gotta let go of all of our ghosts
We both know we ain't kids no more

I was too strong you were trembling
You couldn't handle the hot heat rising (rising)
Mmm
Baby I'm still rising
I was running, you were walking
You couldn't keep up, you were falling down (down)
Mmm
There's only one way down

I'm giving you up
I've forgiven it all
You set me free-ee, oh

Send my love to your new lover
Treat her better
We've gotta let go of all of our ghosts
We both know we ain't kids no more
Send my love to your new lover
Treat her better
We've gotta let go of all of our ghosts
We both know we ain't kids no more

If you're ready, if you're ready
If you're ready, I am ready
If you're ready, if you're ready
We both know we ain't kids no more
No, we ain't kids no more

I'm giving you up
I've forgiven it all
You set me free

Send my love to your new lover
Treat her better
We've gotta let go of all of our ghosts
We both know we ain't kids no more
Send my love to your new lover
Treat her better
We gotta let go of all of our ghosts
We both know we ain't kids no more

If you're ready, if you're ready (Send my love to your new lover)
If you're ready, I am ready (Treat her better)
We've gotta let go of all of our ghosts
We both know we ain't kids no more
If you're ready, if you're ready (Send my love to your new lover)
If you're ready, I am ready (Treat her better)
We've gotta let go of all of our ghosts
We both know we ain't kids no more
Blogowanie, czy zmienia coś w nas?
To jest akurat naprawdę dobre pytanie. Czy coś zmienia?


Sztuka pisania:
Uczy nas pisać poprawnie, ciekawie oraz z miłością do tego co robimy. Mnie blogowanie nauczyło interpunkcji. Dosłownie, jednak uważam, że w sumie dużo mi to pomogło. Ortografię też przez to poprawiłam i stwierdzam, iż takie pisanie z pasji jest naprawdę takie miłe. Dla nas i dla innych.

Rozwija nasze pasje:
Przez takie blogowanie można postawić sobie cel. Spotykałam się ludźmi, którzy na przykład dzielili się swoimi pracami. Osoby szczere w stu procentach, które komentowały, w sposób pomocny dopomagały, aby dążyć dalej. Tak też jest z recenzentami. Wtedy więcej czytają lub oglądają i robią to co kochają. Mi się to naprawdę podoba.

Stajemy się pewniejsi siebie:
Chyba ten punkt pasuje do każdego. Blogując dzielimy się sobą, przede wszystkim. Nie ma powodów do wstydu. Wyrażamy siebie właśnie w taki sposób. Naprawdę, mega to jest. Ja akurat otworzyłam się przez to w taki sposób, że przestałam bardziej ukrywać to co robię i lubię. Już nie ukrywam się tak, jak kiedyś. 

Nie tracimy wiarę w ludzkość:
Napisałam to trochę poważnie, ale już tłumaczę. Chodzi o to, iż nie otaczają nas tylko osoby, które chcą nam wszystko uprzykrzyć. Przez blogowanie można poznać wiele osobowości, ogólnie ludzi. Można zdobyć stałych czytelników, którzy będą nas wspierać w tym co robimy. Czasami trafia nam się współpraca, co daje chyba najwięcej satysfakcji. 


Jest to krótki post na szybko po mojej długiej nieobecności. Mam nadzieję, że nawet takie coś zostawi was przy mnie. ;p
- A ja tam lubię być inna... - Wymamrotałam, a Azrael tylko się spojrzał, jakby miał jakieś zwidy słuchowe.
- To już czwarty dzień podróży. Nie uważasz, że chodzimy w kółko cały czas? Mam dość. Czemu, aż tak daleko uciekamy? - Spytał się mnie Azrael, ależ on jest upierdliwy.
- Idziemy po moją zemstę dla całego świata. Nienawidzę fałszywości, a tym bardziej samej siebie i uważaj sobie troszeczkę. Masz się przestrzegać, bo ty będziesz pierwszy w kolejce. Proszę Cię tylko bez tych dennych tekstów, bo czasem aż żal mi twojej głupoty. Czemu właśnie z tobą wyruszyłam?! Ależ ja byłam głupia ojciec by mnie za to zbił... Tata! Muszę go odwiedzić! Pomimo tego, że zawsze miał mnie w dupie muszę tam iść! No może jeszcze nigdy nim nie był, ale jednak na pewno coś wie. Chodź szybciej musimy, przecież zdążyć do portalu! - Wydzierałam się i złapałam go za dłoń. Zaczęliśmy biec. Zapomniałam, że mogłem go na plecy wziąć i polecieć.

- Przecież masz skrzydła to możemy pofruuunąć - wymusił z siebie te słowa, gdyż mocno się zmęczył. Chciałam już coraz szybciej, gdy straciłam objęcie w dłoniach. Nie wiedząc co się stało zatrzymałam się i tego pożałowałam. Poczułam gorący metal na szyi i zimne dłonie na twarzy, nic nie widziałam.
- Dobra robota Azrael! To nasza Panna już jest i możemy już iść, dziękuję - powiedział zapewne Stryj Klapencjusz. Az również mnie oszukał.
- Nie oddam Ci jej! Coś co czuję człowiek nie da się kupić, ale wybacz ona jest moja - stanął w mojej obronie Azrael, czyli nie chciał mnie oddać. Stojąc dalej bezruchu czekałam, aż obca ręka zejdzie z moich ust.
- Nie chcesz pieniędzy? Nie to nie... Pożegnaj się z tym czymś, bo nigdy więcej jej nie zobaczysz. Ohde sew dyr ajko! Zabieramy ją! - Po tych słowach usłyszałam krzyk blondyna i ktoś zarzucił mnie na plecy, jak jakiś worek na kartofle.
"Gdzie moja broń?! Nie mam jej! On chyba zapomniał mi ją oddać, a ja o tym nie pomyślałam. Teraz jestem niczym... Pewnie wezmą mnie na tortury i zabiją. Ciemny lud tylko tak działa." Mogłam jedynie pożegnać się z spokojnym żywotem. 
Podniosłam delikatnie głowę z betonu. Wszędzie kapiąca woda mnie dobijała. Czułam się, jak jakaś zabawka. Do tego przebrali mnie w jakieś dziwne ubrania. Ubrana byłam w staromodne sukienki, które okazały się naprawdę piękne. Powiadają, iż to co stare nie jest jare. 
"Gdyby Bóg był Bogiem, a ja wyznawcą, a nie, nie wyznawcą byłabym teraz w domu." pomyślałam i zaczęłam ocierać łzy brudną szmatką. Płacz, jedyna czynność, której zawsze się wstydziłam.
- Nie rycz mi tu! Gorzej będzie z tobą, niż z suką! - Darł się jakiś umięśniony facet.
- Dobrze, więc, a czy suka potrafi ci wpierdolić? Jeśli uznasz, że tak to twoja edukacja jest żałosna, jeśli nie to, także - wydusiłam z siebie. Złapałam się prawą ręką o lewy bark i spojrzałam mu w oczy. Powoli wstawałam do niego. Okazał się być bardzo niski, z podłogi inaczej to się wydawało.
- Gówniara się podniosła?! Myśleliśmy, że wcale twój organizm nie jest taki mocny... - westchnął na co parsknęłam śmiechem.
- Hahaha, ale wy jesteście zjebani! Ja?! Opowiadaj dalej, chętnie się pośmieje! - Z ledwością mówiłam przez śmiech. Podpierałam się ręką o ścianę, a drugą za brzuch. Nie powstrzymywałam śmiechu, gdy już uciekł ten idiota zaczęłam szukać czegoś ostrego. Zamierzałam obciąć długie sukno. 
- Szmer, szmer skąd ja wezmę coś ostrego? Czekaj z krat wydłubię. Może chociaż to pomoże - szeptałam sama do siebie. Po walce z kratą obcięłam kawałek sukienki i zaczęłam cichym krokiem iść w stronę ciemności. Nie tam, gdzie było światło tylko ciemność. Wciąż skulona postanowiłam zwiększyć tempo i się nie odwracać. Jednak po dziecięcych krzykach popełniłam ten błąd. Nagle coś ciężkiego złapało mnie za każdą część ciała i ciągnęło do siebie. Z każdą chwilą myślałam, że zginę, ale właśnie, dlatego żyłam. Zaczęłam chcieć opuścić ten świat przez samą siebie. Będąc tylko zwykłą dziewczyną, która jedynie posiada choroby psychiczne. Wspomnienia są ulotne na co komu one?! A miłość? Nigdy jej nie poczułam, więc żałuję tego. Żałowałam, że w ogóle żyje. Po co żyć, jeśli nie ma dla kogo?! Dla kogo miałabym żyć?! Dla nikogo, po tych myślach nie wiedziałam co zrobić. Chcąc, nie chcąc zamachnęłam się i poderżnęłam sobie gardło. W ostatnich momentach życia czułam jeszcze ból ludzi, których zabiłam, jednak też mi dziękowali. Co to miało znaczyć? Uścisk się obluźnił. Krew, jak była czarna tak, wciąż jest. Zostawiłam po sobie czarną, świecącą smugę krwi. Uniosłam kark w górę przy czym ból nasiliłam.
- A... Anuuba... Ko... Kosto... Dd... Dalam... - wydławiłam egzorcyzm ze swych ust i poczułam przekłucie od tyłu, przez brzuch. Obraz zmył się do końca.
- Sprzęt masz czysty?! - Odezwał się jakiś męski głos. Migrenę miałam dzięki, czemu rozmowę lepiej słyszałam.
- Ciszej, bo jeszcze wstanie, już dość sobie sama krzywdy zrobiła. Trudno, będzie ją opieczętować - uciszał jeden drugiego, sami mężczyźni. Przerzuciłam się na drugi bok, który skończył się na ziemi. Zapach... Jeden z najpiękniejszych, jakie czułam.
- Ja się nią zaopiekuję - wydyszał jakiś chłopak. Za drzwi słyszałam, jak kroki z czasem się do mnie zbliżały. Wten otworzyły się one i szybko odskoczyłam na drugi koniec pokoju. - Więc to ona? Córka skażonego Boga? Ni widać nic po niej, aby nią była.
- Żałuj tego, iż nie widziałeś ją w akcji! Walczy nawet lepiej niż ty! Hahaha! Dziewczyna silniejsza od Boga wojny i nieszczęścia! - śmiał się wytępiony przez innych podrzędny człowiek. Czego chcieli ode mnie? Po co im byłam potrzebna? Te pytania po głowie tylko krążyły.
- Czy nasza Panna wreszcie wydobrzała? - Klapencjusz, tak to znowu był on. Przeszukałam ubranie i znalazłam ostrze, gdy podszedł do mnie rzuciłam się na niego. Znalazłam się na nim. Przycisnęłam do niego w miejscu serca ostrze jeszcze mocnej, aż przebiłam już kawałek skóry.
- Rasiści umierają szybciej, niż my. Istoty, które tego doświadczają, czyli rasizmu - z drżącym głosem wyszeptałam do jego ucha. - Nie zabiję Cię, gdyż potrzebuję informacji, właśnie od Ciebie.
Powstałam.
- Co chcesz teraz zmienić w swoich losach? - Spytał się Bóg wojny.
- Życie, wspomnienia, więzi, wygląd, myśli, otoczenie tylko to. Czy to tak wiele?
- Ja, Yaboku Bóg wojny i nieszczęście. Czyszczę twe losy pochodzące z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości odmieniam twą przyszłość. Ma broń o przydomku Azraelez i ty Akainez łączycie ze sobą losy. Wciąż nazywasz się, jak przedtem, jednakże teraz na zawsze pozostaniesz nieśmiertelna!
Jedynie co zrobiłam to tylko spojrzałam z litością. Nikt nie mógł uwierzyć w to co się stało. Kim, jednak był Azraelez? Yaboku poszedł prosto nie odwracając się na głosy wołające go.
- Yaboku! - odwrócił się po moim wezwaniu. - Dokąd teraz prowadzi nasza droga?
- Do zaświatów, gdzie kogoś Ci pokaże, Akainez- uśmiechnął się do mnie, jak takie bóstwo mogło się cieszyć? Każde słowo i tak uchodzi w zapomnienie...Podróż nie okazywała się krótka. Denne wyjście z podziemi szukało się kilka godzin. Yaboku oraz Azraelez między sobą rozmawiali, a ja chciałam milczeć. Przecież i tak moje przeszłe losy zostaną zmienone, nawet może wymazane.
- Akainez, chodź szybciej nie spowalniaj - odezwał się Bóg. Patrzył na mnie, jakbym mu kota zabiła. Przyśpieszałam z czasem, aż ich wyprzedziłam. Uciekłam przed nimi, gdyż oczom ukazało mi się znajome miejsce. Takie, gdzie mogę zobaczyć kogoś mi bliskiego. Myślę, że tu znajdę mojego tatę mimo, iż prawdopodobnie nie żyje. Trafiłam na rynek, na którym taranowałam stragany pędząc do tej jednej osoby. Biegłam, biegłam, aż poczułam silne pociągnięcie stronę w ciemnej uliczki oraz zacisk na ustach. Po dopiero jakiejś chwili zajarzyłam, że to wujek Ares. Znów się na niego natykam. Przyłożył mnie do ściany i szybko zaczynał oglądać moje torby. Pomrukiwał coś pod nosem, jednak nic nie zrozumiałam oprócz "Jak to możliwe?!". Zabrał mi jedynie torbę z trunkami i bronią. 
- Po co Ci to? - Zadałam pytanie, a on jedynie wzruszył ramionami. - Zadałam Ci pytanie, po co Ci to? Zatrzymaj się! 
Na te słowa ustanął. Niewiele mogłam się na cieszyć tym widokiem. Kilka sekund później, jak zaczęłam podchodzić uciekł. Zostawił po sobie zapach. Nie swój, lecz damskich perfum. To nie było zbyt normalne. Usiadłam wśród brudu, który omijali ludzie. Czekałam dopóki nie ujrzę chłopaków. Na chwile przymknęłam oczy oraz skierowałam głowę w górę. Teraz juz wiem, że to głupia czynność. Oberwałam walącym męskim butem. Wiedziałam, że to on.
- Azraelez, ale Ty to trzymaj dobrze te buty na syrach! - Wydarłam się nie zwarzając, iż ludzie mnie się boją.
- Kup mi żelki to zacznę je wiązać! - Odpowiedział.
- No ja Ci dam plebsie, nigdy ich nie dostaniesz ode mnie! Bo nie chcę mieć z Tobą niż wspólnego! Nawet Cię nie znam! Mogłam równie dobrze się nie zgadzać!
- Czy musisz tyle drzeć japę?!
- Tak, niestety muszę!
- Więc to tak... Ktoś Cię inny wkurzył i teraz się na mnie wyżywasz. Nie mylę się? Co nie?
- Co tak?
- Zluzuj kiedyś byłaś milsza...
- Aaa, czekaj... Czyli my juz kiedyś się znaliśmy?
- Ty naprawdę jesteś taka głupia, czy tylko udajesz?
- Nie wiem spytaj się mojego mózgu.
- Japierdole...
- Co pierdolisz? Matkę? Kota? Osranego krwią tampona? 
- Yaboku weź ją! 
- Zostaw tą dziewice i tak za chwilę dostanie padaczki na widok jakiegoś faceta, i Ci da spokój - odparł zgrubiałym głosem starszy chłopak. 
- Czy Ty myślisz, że jestem tępą dziewczyną lecącą na jakiegoś gacha wypsikanym jakimiś damskimi playboy'ami? Idź się leczyć, prosiłabym. 
Otworzył szeroko oczy, więc skorzystałam z okazji i wsadziłam mu palce w gały.
- A teraz liż mi pieroga! - Wydarłam się dla beki, a wszystkie Rumuny się na mnie spojrzeli. Niedożywione staruchy. Niech idą gwałcić ludzi w więzieniach, a nie na targach z jabłkami. Nie dla psa kiełbasa ani dla nich, heheheszki. Wyszłam w przód, bo tak naprawdę już się lepiej poczułam. Oczywiście znając przecudowną Korneliane namawiałam chłopaków, aby różne rzeczy mi pokupywali. I...
DOSTAŁAM KOTA.
Jebać, że mam na nie uczulenie. Tak, naprawdę jeszcze im nie powiedziałam, iż zarąbano mi broń i takie tam. Gdyż jakbym to zrobiła to, by mnie Hitler odwiedził. Jednakże po jakimś czasie Yaboku zaczął mnie macać właśnie w poszukiwaniu trunków. Za karę braku ich ściął mi włosy... Szczerze mówiąc, nawet nie doszliśmy jeszcze na miejsce, a skończyłam w stroju kota oraz z obciętymi włosami. Nikomu nie polecam, jak Vanisha do zmywarki. 
- Akainez, wchodź teraz - powiedział Bożek, wtedy kiedy stanęliśmy koło drzwi. Takich, których prawie w ogóle nie było widać. Ja żem je otwarła, a następnie wyjebała. Wpadłam do ciemnego, a zarazem dusznego domku. Po kilku sekundach rozglądania się stwierdziłam, iż to tak na serio świątynia. 
- Jesteśmy w świątyni, a ja jak dziwka wyglądam, żal - powiedziałam z wygiętym ryjem. Nienawidzę tego uczucia, gdy znowu Azraelez się do mnie zbliża. 
- Głodna jesteś? - Zapytał się mnie ten facio siedzący blisko mojego ciała. Zobaczyłam, że ma bułki z pasztetem. Omgmgmgmg, mam orgazm kurwa pasztet, Ahhghgahgahahaghahagagaggggagag. 
- Dawaj to cwelu! - Wykrzyknęłam oraz zabierając mu bułkę, a także udając kaczkę. Nie wiem, czemu to robię, ale jest zajebiście. 
- Rentademora. Kojarzysz to słowo? - Odezwał się Yaboku. Przyznaję te słowa mnie zamurowały. Kiedy byłam małą dziewczynką często chodziłam na strzelnicę o takiej nazwie. Strzelnica... Mama... Zakazane zawody...
To ma już sens.
- A to nie była kiedyś słynna strzelnica? - Wypowiedziałam te słowa bardzo powoli wstając jednocześnie. Skupiłam wzrok na półkę z książkami, która była przede mną. 
- Właśnie o to chodzi! Tak, więc zeszłorocznym mistrzem jej był Destynoran. Wiele osób go nie kojarzy. Jednakże w tym roku musisz Ty wygrać, ponieważ nagrodą jest dostęp do urzędu i wszystkich takich miejsc. 
- Z czego będę musiała strzelać, jak broni nie mam, a oni nie zafundują? 
- Skrzypce - powiedział wskazując na miejsce, gdzie mam serce. Zapomniałam, że trzymam tam klucz wiolinowy. (BEZ PYTAŃ, SERIOUSLY)
- Azraelez zabierz ją na pole treningowe tylko w niej widać szanse. I nie zadawaj narazie pytań. Jak się nauczysz to, się dowiesz. 
Po tych słowach zostałam wyciągnięta siłą na dwór i przygotowana do wszystkiego, czyli: broń, ubiór, prowiant i wkurwiający Azraelez ciągle się do uśmiechający. Wyjebać mu na dobranoc...
Ten rozdział został napisany ze strony Azraela.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wszedłem mi do znajomego pokoju zastając faceta przy pewnej kobiecie. Gdy się przyjrzałem wiedziałem już, że to mój brat Ashton i Korneliana. Oczywiście nikogo nie zastałem w pomieszczeniu. A szkoda chciałem kogoś ukarać. Być płatnym zabójcą, czyż nie piękna praca? Uczucie, gdy zabijasz z zimną krwią i bez zamyślenia jest cudowne. Och, ale ja się rozczulam, a koło moich nóg leżą zwłoki. I jeszcze chory brat. Pamiętam, jak z nim jeszcze jedzenie z lodówki kradliśmy. Teraz, no cóż... Chory jest umysłowo. Jak ja dobrze wiedziałem, że ludzka wiara we wszystko niszczy. Spędziłem dzieciństwo w ośrodku psychiatrycznym, naprawdę było pięknie. Gdy chodziłem do szkoły publicznej dzieciaki miały wszystko, a ja nic, nawet dobrego plecaka. Mój brat był szkolną elitą, ale chociaż ja wyszedłem z normalnymi ocenami. Nie myśląc o dobrej przyszłości zostałem płatnym zabójcą. Tak po prostu, spodobało mi się to. Dobra płaca, często nowa robota. Wracając do teraźniejszości stałem przy zwłokach jakiejś dziewczyny, a w kącie usłyszałem szmer. Domyśliłem się, że to zapewne mój brat.
- Ashton nie chów się po kątach, nie jesteś ekierką!
- Ja... Ja jestem wysłannikiem kobiety, która jest córą Szatana. A ludzi, którzy są jemu nie posłuszni smażą się tam, gdzie już dawno powinni - wyjąkał mój brat. Nie ma co na niego liczyć. Chory jest i tyle. Zniechęciłem się rozmową z nim, więc wziąłem kobietę na ręce w stylu panny. 
Wiedząc to, iż w szpitalu było cały czas ciemno, uważałem na drogę. Korki musiały, właśnie w takim momencie wysiąść no, ale trzeba to olać. Wracając dalej do podróży po ośrodku. Skierowałem się w szeroki hol z małymi oknami. Szczerze bym nie chciał w takim miejscu pracować. Dotarłem do drzwi. Ciężkich, żelaznych, jak i starych drzwi. Mogliby, także takie szklane wstawić, łatwiej by się wyszło. Dobra teraz włączamy tryb przetrwania. Rzuciłem dziewczynę na glebę, jak można to nazwać. Ojej, mówię sam do siebie.
- Ommmmmmm... Ammmmmmm... Mmmmmmm... - medytowałem sobie. - Otwórzcie się drzwi!
"Nie no przesadzili, teraz dochodzimy do rękoczynów. Ja tak tego nie zostawię." pomyślałem po czym aktywowałem moją rękawicę. Załadowałem łuk na niej i wystrzeliłem strzałę. Utknęła ona w tych pieprzonych drzwiach.
- No, aż tak ręce sobie nie będę brudził! - Krzyknąłem i ręką zacząłem uderzać w strzałę, aż otworzyła zatrzask. Teraz, gdy miałem światło rozpoznałem jaka to była dziewczyna. Żałowałem, że na zlecenie jej nie zabiłem. Wziąłem Korneliane na ręce i poszedłem odłożyć ją w bezpiecznie miejsce i tak już nie żyła. Szykują się pogrzeby, ojoj. W jednym momencie czułem, że jestem dobrą osobą, a w innym, że jestem zły.
- Dobra idę poszukać tamtych niech wiedzą o jej śmierci. I co teraz oni poczną? Hahaha, nie ma to, jak naiwnych ludzi spotykać, chociaż może nie są tacy na, których wyglądają - rozmyślałem na głos i pojawili się  w tym samym momencie.
- Zabiłeś ją ty dupku! - Wydarł się jakiś chłopak i rzucił się na mnie z łapami - Ty morderco! Tyle lat Cię znam i dopiero teraz się o tym dowiaduje, że co? Jesteś chory psychicznie, jak możesz niewinnych ludzi zabijać!
Wybuchnąłem śmiechem. On na pewno jest dziwny, a wiem kto jest patologia, a kto nie.
- Ej, ruda ogarnij braciszka, bo chyba już mu źle jest. Z resztą ja jej nie zabiłem tylko mój powalony brat. Wiecie co? Nie chcę mi się z taką patologią rozmawiać. Do zobaczenia - skończyłem rozmowę, założyłem kaptur i odpaliłem papierosa z nerwów. Teraz tylko musiałem pójść do Wujaszka. Nigdy pogodnym ludziom nie powinno się ufać. Wszedłem do znanej mi od zawsze tawerny i skierowałem się w stronę zaplecza. Usiadłem koło innych członków KKK. Zmierzyli mnie niby groźnym wzrokiem, a Stryj wycelował we mnie pistolet. Aż dziwne to, gdyż zdjęli swe kaptury.
- Czemu jej nie dopilnowałeś?! - Zaczął jakiś nowy, który padał ze strachu. Musiałem mu odpyskować, ależ ja uwielbiam się z ludźmi droczyć.
- Pilnowałem, ale pamiętaj wiele jej chciało. Nie byłeś jedyny, więc miała prawo zginąć, a przecież ona jest Aniołem Śmierci to, jak ona nie żyje? W ogóle jakiegoś tam Rychlisia zabiłem, bądź dumny.
Nie mogłem tak tego zostawić. Zabić nie mogłem, umrzeć też nie. Przygotowałem esencję w rękawicy i tylko czekałem na ich pierwszy ruch. Tarcza to jedyna rzecz, której nie umiem zrobić, a mam możliwość. Ojej, sierotka ze mnie.
"Raz się żyje, ale decyzje podejmuje nie pierwszy raz. Muszę się postarać nie robię tego dla siebie, tylko dla kogoś innego.
- Azraelu czy ty wiesz na co się zgadzasz?! - Znów głośno się zapytał jeden z pomocników.
- CZAS MINĄŁ ODPALAM! - Krzyknął Stryj. W ułamku sekundy otworzyłem tarcze, niczym moja kuzynka i odepchnąłem ich. Jednak z drugiej strony byli inni i wpadłem na nich. Zapomniałem! Wziąłem piękne sztylety Demyan, gdyż było mi ich szkoda. Niewiele się zastanawiając, naprawdę niewiele zabiłem tych gości i uciekłem zmieniając formę w świnkę. Knura, oczywiście dla ciemnych. Ojoj, co raz bardziej u mnie występuje rozdwojenie jaźni. Wybiegłem na zewnątrz i, i, i dalej nie wiem co wpadłem w jezioro, chyba?
- Zbieramy się tu w jednej sprawie, aby pożegnać Rychlisia Ćwiklisia i Kornelianę Demyan, którzy zginęli śmiercią tragiczną. Do tego młody sprawca ich śmierci zginął. Zostaną pochowani w jeden grób. A teraz... - Odprawiał mszę ksiądz, a dopiero teraz zajarzyłem, iż mają mnie pochować. Co raz gorącej mi było w trumnie, jednak strasznie wygodna jest. W ogóle szybko jakoś ten pogrzeb. Zniżki pewnie, hyhyhy. Brak oddechu mnie dopadał.
"Muszę uratować ją, gdyż Wybrana nie może umrzeć przed świętem." pomyślałem i poczułem, że ktoś mnie już niósł. Zacząłem, więc uderzać z całej siły w klapę trumny, aż za szóstym razem przebiłem się przez drewno.
- On żyję, proszę księdza on żyję! - Krzyczał, chyba Piter miał specyficzny głos. Strasznie zachrypiały i domyślam się, jak on jeszcze mówi.
- Co?! On żyję?! Synu, wybacz przepuść mnie muszę to ujrzeć! - Układał piękne słowa ksiądz. Powietrze, wreszcie mam czym oddychać. Klapę otworzyli chłopacy z ekipy do, której należała Korneliana. Strasznie dużo o niej wspominam, aż dziwne to, ale olejmy to muszę się wydostać.
- Dzięki gnojki za uwolnienie, a tak szczerze czemu nie walczycie o to, aby wasza przyjaciółeczka odżyła?! Nie dbacie o swoich bliskich, ani o nic. Powinniście się wstydzić. Może i dla was jestem zły, ale wy dla mnie. Nie jest mi was żal uważajcie, aby wam dupek nie ścisnęło. Żegnam - odparłem żegnając ich środkowym palcem. Przeszedłem koło dołu i spojrzałem. Tak, oczywiście już tam leżała. Musiałem dopełnić obietnicy, ale też nie chciałem, aby ją wykorzystano. Czemu mi zawsze jest szkoda takich dziewczyn?! Wszyscy na okół zgrupowali się przy prawie nowym grobie. Uklęknąłem i otwarłem górną część klapy. Kocham te zatrzaski, tak wrednie i niepowtarzalne. Oczekiwałem zmarłej dziewczyny, a patrzyła się prosto przed siebie z ozdobionymi włosami swoimi, za pewnie ulubionymi kwiatami. Czarnymi różami, a krew spływała po jej twarzy. Patrzyła na mnie z litością, jak i radością. Zesztywniałem. Rzuciła mi się szyje i wychlipała cichutkie "Dziękuje". W tym momencie się jej przypatrzyłem. Miała na sobie białą suknie. Biała suknia na niej, aż dziwne. W pasie miała przewiązaną czerwoną wstążkę. Chciałem wstać, aby iść dalej, jednak zatrzymała mnie.
- Zaprowadź mnie tam, gdzie świat jest piękny. Nienawidzę ich! Chcieli mnie zakopać żywcem i pozbyć się moich mocy! A ja uwierzyłam w ich bajeczki! - Wykrzykiwała, wstała i podeszła pod drzewo wiśni.
- Co ty robisz?
- Co ja robię? Trochę koloru do nowego życia trzeba dodać, czyż nie? - Uśmiechnęła się do mnie. Ubrała drugi wianek i wskoczyła na mnie. - Pójdź ze mną tam, gdzie jest pięknie. Haha, podbijemy świat!
Zdziwiony byłem jej postawą, ale wysłuchałem jej i wyruszyliśmy w daleką podróż pieszo... NIESTETY!
Nowsze posty Starsze posty Strona główna

Logo

Obserwatorzy

Popularne Posty

  • Wakacje
    Cześć! Na pewno większość z was już była na wakacjach, a z czym to się łączy? Z wspomnieniami, które pamiętamy na lata. Z resztą i tak nie...
  • Hej ho!
    Kolejny raz witać się nie będę. Nazywam się Jagoda i jestem dosyć młodą dziewczyną, znaczy - babochłopem. Posiadam charakter osoby na swój ...
  • Piosenka tygodnia #1
    Wykonawca: Ghost Town Tytuł: You're so screepy Rok wydania: 2014 Krótka nadzieja dla tej piosenki: Osobiście znalazłam ...
  • One, dos, se? Anime! #1
     Pamiętnik Przyszłości Oryginalny tytuł: Mirai Nikki Rok wydania oraz emisji: 2011-2012 Liczba odcinków: 26 Długość odcinka: ...
  • Oznaczona krwią... #2
    - Hej! Wstawaj! -Zaczął mówić jakiś mężczyzna z wysokim głosem. - To nie nocleg dla meneli! - Powiedział facet z niskim głosem. Szturchali m...
  • Piosenka tygodnia #2
    Wykonawca: Amaranthe Tytuł: The Nexus Rok wydania: 2013 Krótka nadzieja dla tej piosenki: Zaszkodziłam sobie tylko tym, iż ten ze...

Kategorie

  • Animuu
  • Bzdety
  • Głębsze przemyślenia
  • Na długie wolne chwile
  • opowiadania
  • Piosenka tygodnia
  • Troszku o mnie

Archiwum bloga

  • ►  2024 (1)
    • ►  marca (1)
  • ►  2017 (3)
    • ►  lipca (2)
    • ►  kwietnia (1)
  • ▼  2016 (22)
    • ▼  października (4)
      • Piosenka Tygodnia #6
      • Czy blogowanie czegoś uczy?
      • Oznaczona krwią... #7
      • Oznaczona krwią... #6
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (4)
    • ►  lipca (6)

O mnie

Felishya
Wyświetl mój pełny profil

Translate

Odwiedzinki

Copyright © 2016 Mysli, których nie spodziewal sie nikt.... Created By OddThemes & Distributed By Free Blogger Templates