Mysli, których nie spodziewal sie nikt...

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Nie bój się tej drogi
Jestem tylko Twą agonią
Twe kroki dla mnie są
Jak zwykły czarny pył
Lepiej nie podważaj moich słów, moich czynów

Są one dla Ciebie skazą
Tak, tak mów mi tylko tak
Jesteś tylko mym podwładnym
Nawet nie widzisz jak zadajesz mi śmiertelne ciosy
To boli mnie, jak mówisz do mnie, nie jesteś warta, kogokolwiek 

Próbujesz mi tylko wmówić że jestem niczym, nie masz mnie nawet za homo sapiens
Więc kim jestem dla tego kawałka ziemi
Jeśli nie Boginią własnego świata?
Może i jestem ofiarą tak beznadziejnego losu
Lecz nie upodlę się już nigdy więcej 

Unikam takich beznadziejnych dusz
Mam z czasem gdzieś jak o mnie myślisz
Mogę być nawet diabłem lub aniołem
A Ty nie zauważysz różnicy we mnie

Wszystko co moje jest tylko skazą
W sumie tylko przeszkadzam gram rolę popychadła
To tylko Twoja wina powiem tyle
Żal mi więcej słów na tą gorzkość

Nienawidzę jak patrzysz, jak żądlisz jadem
Myślisz że nie mam swej wolności?
Patrz unikam Twych ciosów
Idę na prostą
Bo się nie boję być agonią


Wykonawca: Manic Drive
Tytuł: VIP
Rok wydania: 2014

Krótka nadzieja dla tej piosenki: Nie mam co tu oceniać. Po prostu miewam teraz dobry humor i podoba mi się. Tak na wesoło. :D


Tekst:
Ladies and gents
Welcome to the rock show
Center spotlight
And we watch the stage glow
Backstage access
But you're seated at the front row
House lights shut off
And here we go
Get up, like you're one in a million
Get up, like a diamond you're brilliant
Get up, oh don't stop believing
You're a star tonight
Like we're rocking our shades at night on the way to the show

Cruising in the back of a Cadillac limo
Hit the red carpet pass the velvet ropes
Like we got an all access pass to the show tonight
Paparazzi shot me and my suit and tie
Heaven's got me feeling like I'm so alive
We're meant to be V.I.P.We're meant to be V.I.P.

We're meant to be V.I.P. (x2)
No ticket price

Names on guest list tonight
Just flash your pass
And walk through all the waiting lines
Selected and you're destined for the spotlight
Chosen and free, you're born to be
Get up, like you're one in a million
Get up, like a diamond you're brilliant
Get up, oh don't stop believing
You're a star tonight
Like we're rocking our shades at night on the way to the show

Cruising in the back of a Cadillac limo
Hit the red carpet pass the velvet ropes
Like we got an all access pass to the show tonight
Paparazzi shot me and my suit and tie
Heaven's got me feeling like I'm so alive
We're meant to be V.I.P.We're meant to be V.I.P.

We're meant to be V.I.P. (x2)
Get the flash out my eyes

Ya, my future bright
Paparazzi all around me
Trying to catch my life
What they don't know isn't gonna matter
Cause the better parts of me ain't gonna capture with a lens
But the fact that I'm created with a purposethat is greater than the status that the world is trying to lend
But I'm backstage, everyday
All access, never wait
Fly first class, see you at the gate
God is so good, na man God great
And there'll never be a time that you wait in line
He already paid your cover, it's about time
That you live life bigger than before
VIP just walk through the door
We're meant to be V.I.P.

We're meant to be V.I.P.
We're meant to be V.I.P. (x4)
~~Yukimura~~
"Eh, ten idiota znowu wymyśla jakieś bzdety. Po prostu już nie wytrzymuję" - pomyślałem i usiadłem obok Sai'a, żeby przez chwilę odpocząć po naszej przygodzie z pytonem. Chłopak spojrzał się na mnie jakimś dziwnym wzrokiem.
- Co? Mam coś na twarzy, że się tak lampisz? - burknąłem.
- Nie. Po prostu mów mi Minami.
- Minami? Niby dlaczego?
- Nie ma czasu na wyjaśnienia.
- Eh, jak chcesz - powiedziałem i podniosłem ręce w geście poddania się.
Sai, a raczej "Minami" wciąż lampił się na mnie tym swoim dziwnym wzrokiem. Poczułem się niekomfortowo, więc włączyłem jakieś ruskie techno, stanąłem na biurku i zacząłem tańczyć. To zawsze mnie uspokajało. Chociaż wątpię, czy wygibasy jakiegoś idioty ze złamaną nogą można nazwać tańcem.
- Ty se tu tańcz, a ja idę do monopolowego.
- Po co?
- Po wódkę. Najebiemy się i odpierdolimy striptiz. Co ty na to?
Spojrzałem na niego jak na debila.
- Niech będzie - zgodziłem się z cynicznym uśmieszkiem. Nie ma szans, żeby mówił to na poważnie. Po tym, jak wyszedł, zorientowałem się, że wcale nie musiał żartować... Przecież to Sa... wróć, Minami. On może zrobić wszystko...
Potańczyłem jeszcze trochę i usiadłem na łóżku. Wziąłem laptopa i zacząłem oglądać hentai, chociaż jakoś dziwnym trafem nie miałem na nie w ogóle ochoty. Pomyślałem, że poczytam książkę. Eee, nie, sorry, to nie dla mnie. Kręciłem się po pokoju i myślałem, co mógłbym porobić. W tym samym czasie do pokoju wpadł Minami, po tym jak otworzył drzwi z kopa.
- Mam! - wydarł się i wskazał na butelkę z wódką. Czyli nie żartował...
- Fajnie - mruknąłem pod nosem.
- Dawaj, pijemy! - podszedł do mnie i posadził mnie na łóżku siłą. Odkręcił butelkę i zaczął chlać. - Masz, teraz ty - podał mi wódę.
- A co mi szkodzi - odparłem i wziąłem butelkę. Po jakiejś godzinie byliśmy już całkowicie nawaleni. 
- Tyyyyyy, Minaaaami, paaaatrz - wskazałem na pustą ścianę, na której dziwnym cudem widziałem jakieś wzorki.
- Aleee zajebisteee, normalnie jak po LSD.
- A ty skąąąąd wieeeesz jak jest poooo LSD?
- Hehe - olał całkowicie moje pytanie. Zresztą nie ruszyło mnie to, byłem uchlany w trzy dupy, tak samo jak on. Chyba mieliśmy słaby łeb do picia... - Dawaj teraz striiiptiz - mruknął i zaczął ściągać koszulkę.
~~Sai~~
Jestem nawalony, czy nie? Głupie pytanie to oczywiste, że jestem! Zacząłem ściągać koszulkę i pokazałem Yukimurze, jak to w seksi sposób robić.
- Łubudubu, o kuuurwaa, ale moc! Bez mocarza też jest dobrze! Patrz jak to się robi, rób taki tam taniec brzucha, a następnie odpinasz spodnie. Ja pieprze rozporek wyrwałem, no dobra jest szybciej. Ty paczaj spodnie na łydkach mi utknęły! - Darłem się jeszcze głośniej. Yukimura dołączył do mnie, chyba już nie chciał tylko patrzeć, ale i też spróbować. Okazało się, że ma marne ciało.
- Ja przy tobie chujku jestem cielesną babą - z ledwością odparł przez śmiech, który był psychiczny. Skarpetki z nóg ubrałem na uszy i oboje dotarliśmy do bokserek.
- O kurwa... Hahahaha, ale seksi róż Chitso! - Nabijałem się z niego, bo jaki chłop ma różowe bokserki?
- Sam nie masz lepszych! Masz pingwina na dupie!
- Masz coś do mojej bielizny?! - Rzuciłem się na niego z łapami i wylądowaliśmy na łóżku. 
- Nie patrz się tak na mnie... - wydyszał Yukimura.
- Nie zabronisz... - po tych słowach musnąłem jego usta.
- Co ty do ciasnej pizdy robisz?
- Nic takiego, po prostu Cię zadowalam...
Odechciało mi się spowiadać i zacząłem coraz mocniej go całować. Przeszedłem powoli na jego szyję robiąc przy tym malinki. Poczułem, że mi się oddal co bardziej mi się spodobało. Słyszałem ciche jęki Chitso. Chyba mu się spodobało! Zdjąłem mu bokserki i położyłem się obok. Yukimura wtulił się we mnie przy czym wyszeptał, że mamy zaszaleć. Tak, więc wziąłem jego bokserki za gumkę, a także zacząłem muskać ustami jego szyję. Za wiele nie zrobiłem, gdyż po chwili przyjemności usłyszeliśmy nawzajem wielkie i ciężkie kroki. Było nawet słychać wypuszczanie pary.
- Yuki! Syneczku Ty mój chodź mi pomóż... Ehh! - Zaczęła coś pieprzyć od rzeczy jego męska stara. O, nie zrozumiałam, że jak jego matka nas nakryje to miotacz ognia wyciągnie i po nas. Jebana... Skąd ona ma na to papiery.
~~Yukimura~~
MAMA ZARAZ TU PRZYJDZIE. POSRAŁO JĄ!!! PEWNIE WYDAŁA KASĘ NA TAKSÓWKĘ. I KTO MI TERAZ KUPI HAPPY MEAL'A?!
- Ej, Minami zbieraj dupę. Smoczy parowóz powraca! Weź ubieraj te szmaty i wyskakuj! - Warknąłem na niego, bo wiedziałem, że wesoło nie będzie. W sumie nie raz na samych gaciach po domu chodziłem to żaden problem, jednak gorzej z tymi flaszkami. Sai ubrał się, wziął flaszki i uciekł bez słowa. Kobyła weszła do pokoju i jakby nigdy nic zostawiła mi na biurku zakupy. Uffffff, ale szczęście.

Rok 1894. Tydia, rynek ubogich.
Kobieta jako jedyna sprzedająca odzież dobrego wykonania wiedziała, że jest w awansowanej ciąży i lada chwila może urodzić. Nie myliła się. Urodziła dziecko swe pod straganem, który do niej należał. Ludzie patrzyli, plotkowali co to się dzieje. Na świat przyszła dziewczynka. Matka dziecka owinęła je w kocyk. Tak, właśnie zaczyna się historia następczyni Szanownego Króla Tydii Puetryna.
Dom państwa Rajkik.
- Nasza kochana córka znowu urodziła kolejne dziecko? Nie do pomyślenia! - Nie mógł uwierzyć pan Rajkik.
- Może dlatego Yotushi nas nie odwiedzała? To ma już sens... - rzekła pani Rajkik ze smutkiem. Oboje dowiedzieli się tego od najstarszego syna Yotushi - Tydewa. 
- Mama urodziła córkę... Nie zabiła jej, jak według rozkazu króla... - odparł młodzieniec. W Tydii zabijano dziewczyny z powodu prawa, jakie wprowadził król. Do jego śmierci żadna kobieta w wieku 15 nie może posiąść tronu, bowiem w tym państwie władze z pokolenia na pokolenie wiodły kobiety. Był to jedyny kraj na tamte czasy, w którym kobiety były uwielbieniem. 
- Natychmiast musi! My mieszkamy na granicy, ale wy? Bliżej stolicy to jeszcze gorzej - Mówiła jeszcze bardziej smutna Pani Rajkik. Kiedy starsza kobieta skończyła zdanie weszła do chałupki znana im twarz. Przyszła Yotushi z wiklinowym koszykiem, gdzie miała swoją, małą córeczkę.
- Rodzice... To nasza ukochana Cynthia! - Powiedziała cała zdyszana matka dziecka, które położyła na stole przy, którym siedziała reszta rodziny. - Nie zabiję jej, gdyż wiem, że ona ma to coś, czego brakuje naszemu kraju. Skąpanym w biedzie i żałosności. To właśnie będzie osoba, którą każdy pokocha i znienawidzi...
- Co Ty mamo chcesz zrobić, aby siostra moja przeżyła?
- Twoi dziadkowie się nią zaopiekują! Mieszkają już za Tydią, także żaden problem.
- Córko! Ja taki stary dziad mam się młodym pokoleniem opiekować? Gdzie Ty żyjesz?
- Będę z Tydewem oraz Kumtimirem was odwiedzać, codziennie. Chodź synku! Musimy już iść. 
Wszyscy ze sobą pożegnali się. Państwo Rajkik zakłopotani spojrzeli na siebie, jak teraz mają Cynthie wychować. W koszyku spoczywała tylko słodka, niewinna istotka. Czy tylko teraz uda im się utrzymać przy życiu swoją wnuczkę?

Wykonawca: Adele
Tytuł: Send My Love (To Your New Lover)
Rok wydania: 2016

Krótka nadzieja dla tej piosenki: Piosenka tekstem bardzo współczesna. Teledysk ciekawie zrobiony, aż naprawdę chcę się patrzeć, a Adele jak zawsze głos ma cudowny. Przyciaga do siebie fanów nie wyglądam, jak te teraz współczesne piosenkarki. Tylko muzyką jaką tworzy. Oczywiście według mej skromnej opinii. Od zawsze jej słuchałam i chyba, nigdy nie przestanę. Zachęcam do wysłuchania jej nie jednej piosenki. ;P


Tekst:
This was all you, none of it me
You put your hands on, on my body and told me
Mmm
You told me you were ready
For the big one, for the big jump
I'd be your last love everlasting you and me
Mmm
That was what you told me

I'm giving you up
I've forgiven it all
You set me free-ee

Send my love to your new lover
Treat her better
We've gotta let go of all of our ghosts
We both know we ain't kids no more
Send my love to your new lover
Treat her better
We gotta let go of all of our ghosts
We both know we ain't kids no more

I was too strong you were trembling
You couldn't handle the hot heat rising (rising)
Mmm
Baby I'm still rising
I was running, you were walking
You couldn't keep up, you were falling down (down)
Mmm
There's only one way down

I'm giving you up
I've forgiven it all
You set me free-ee, oh

Send my love to your new lover
Treat her better
We've gotta let go of all of our ghosts
We both know we ain't kids no more
Send my love to your new lover
Treat her better
We've gotta let go of all of our ghosts
We both know we ain't kids no more

If you're ready, if you're ready
If you're ready, I am ready
If you're ready, if you're ready
We both know we ain't kids no more
No, we ain't kids no more

I'm giving you up
I've forgiven it all
You set me free

Send my love to your new lover
Treat her better
We've gotta let go of all of our ghosts
We both know we ain't kids no more
Send my love to your new lover
Treat her better
We gotta let go of all of our ghosts
We both know we ain't kids no more

If you're ready, if you're ready (Send my love to your new lover)
If you're ready, I am ready (Treat her better)
We've gotta let go of all of our ghosts
We both know we ain't kids no more
If you're ready, if you're ready (Send my love to your new lover)
If you're ready, I am ready (Treat her better)
We've gotta let go of all of our ghosts
We both know we ain't kids no more
Blogowanie, czy zmienia coś w nas?
To jest akurat naprawdę dobre pytanie. Czy coś zmienia?


Sztuka pisania:
Uczy nas pisać poprawnie, ciekawie oraz z miłością do tego co robimy. Mnie blogowanie nauczyło interpunkcji. Dosłownie, jednak uważam, że w sumie dużo mi to pomogło. Ortografię też przez to poprawiłam i stwierdzam, iż takie pisanie z pasji jest naprawdę takie miłe. Dla nas i dla innych.

Rozwija nasze pasje:
Przez takie blogowanie można postawić sobie cel. Spotykałam się ludźmi, którzy na przykład dzielili się swoimi pracami. Osoby szczere w stu procentach, które komentowały, w sposób pomocny dopomagały, aby dążyć dalej. Tak też jest z recenzentami. Wtedy więcej czytają lub oglądają i robią to co kochają. Mi się to naprawdę podoba.

Stajemy się pewniejsi siebie:
Chyba ten punkt pasuje do każdego. Blogując dzielimy się sobą, przede wszystkim. Nie ma powodów do wstydu. Wyrażamy siebie właśnie w taki sposób. Naprawdę, mega to jest. Ja akurat otworzyłam się przez to w taki sposób, że przestałam bardziej ukrywać to co robię i lubię. Już nie ukrywam się tak, jak kiedyś. 

Nie tracimy wiarę w ludzkość:
Napisałam to trochę poważnie, ale już tłumaczę. Chodzi o to, iż nie otaczają nas tylko osoby, które chcą nam wszystko uprzykrzyć. Przez blogowanie można poznać wiele osobowości, ogólnie ludzi. Można zdobyć stałych czytelników, którzy będą nas wspierać w tym co robimy. Czasami trafia nam się współpraca, co daje chyba najwięcej satysfakcji. 


Jest to krótki post na szybko po mojej długiej nieobecności. Mam nadzieję, że nawet takie coś zostawi was przy mnie. ;p
- A ja tam lubię być inna... - Wymamrotałam, a Azrael tylko się spojrzał, jakby miał jakieś zwidy słuchowe.
- To już czwarty dzień podróży. Nie uważasz, że chodzimy w kółko cały czas? Mam dość. Czemu, aż tak daleko uciekamy? - Spytał się mnie Azrael, ależ on jest upierdliwy.
- Idziemy po moją zemstę dla całego świata. Nienawidzę fałszywości, a tym bardziej samej siebie i uważaj sobie troszeczkę. Masz się przestrzegać, bo ty będziesz pierwszy w kolejce. Proszę Cię tylko bez tych dennych tekstów, bo czasem aż żal mi twojej głupoty. Czemu właśnie z tobą wyruszyłam?! Ależ ja byłam głupia ojciec by mnie za to zbił... Tata! Muszę go odwiedzić! Pomimo tego, że zawsze miał mnie w dupie muszę tam iść! No może jeszcze nigdy nim nie był, ale jednak na pewno coś wie. Chodź szybciej musimy, przecież zdążyć do portalu! - Wydzierałam się i złapałam go za dłoń. Zaczęliśmy biec. Zapomniałam, że mogłem go na plecy wziąć i polecieć.

- Przecież masz skrzydła to możemy pofruuunąć - wymusił z siebie te słowa, gdyż mocno się zmęczył. Chciałam już coraz szybciej, gdy straciłam objęcie w dłoniach. Nie wiedząc co się stało zatrzymałam się i tego pożałowałam. Poczułam gorący metal na szyi i zimne dłonie na twarzy, nic nie widziałam.
- Dobra robota Azrael! To nasza Panna już jest i możemy już iść, dziękuję - powiedział zapewne Stryj Klapencjusz. Az również mnie oszukał.
- Nie oddam Ci jej! Coś co czuję człowiek nie da się kupić, ale wybacz ona jest moja - stanął w mojej obronie Azrael, czyli nie chciał mnie oddać. Stojąc dalej bezruchu czekałam, aż obca ręka zejdzie z moich ust.
- Nie chcesz pieniędzy? Nie to nie... Pożegnaj się z tym czymś, bo nigdy więcej jej nie zobaczysz. Ohde sew dyr ajko! Zabieramy ją! - Po tych słowach usłyszałam krzyk blondyna i ktoś zarzucił mnie na plecy, jak jakiś worek na kartofle.
"Gdzie moja broń?! Nie mam jej! On chyba zapomniał mi ją oddać, a ja o tym nie pomyślałam. Teraz jestem niczym... Pewnie wezmą mnie na tortury i zabiją. Ciemny lud tylko tak działa." Mogłam jedynie pożegnać się z spokojnym żywotem. 
Podniosłam delikatnie głowę z betonu. Wszędzie kapiąca woda mnie dobijała. Czułam się, jak jakaś zabawka. Do tego przebrali mnie w jakieś dziwne ubrania. Ubrana byłam w staromodne sukienki, które okazały się naprawdę piękne. Powiadają, iż to co stare nie jest jare. 
"Gdyby Bóg był Bogiem, a ja wyznawcą, a nie, nie wyznawcą byłabym teraz w domu." pomyślałam i zaczęłam ocierać łzy brudną szmatką. Płacz, jedyna czynność, której zawsze się wstydziłam.
- Nie rycz mi tu! Gorzej będzie z tobą, niż z suką! - Darł się jakiś umięśniony facet.
- Dobrze, więc, a czy suka potrafi ci wpierdolić? Jeśli uznasz, że tak to twoja edukacja jest żałosna, jeśli nie to, także - wydusiłam z siebie. Złapałam się prawą ręką o lewy bark i spojrzałam mu w oczy. Powoli wstawałam do niego. Okazał się być bardzo niski, z podłogi inaczej to się wydawało.
- Gówniara się podniosła?! Myśleliśmy, że wcale twój organizm nie jest taki mocny... - westchnął na co parsknęłam śmiechem.
- Hahaha, ale wy jesteście zjebani! Ja?! Opowiadaj dalej, chętnie się pośmieje! - Z ledwością mówiłam przez śmiech. Podpierałam się ręką o ścianę, a drugą za brzuch. Nie powstrzymywałam śmiechu, gdy już uciekł ten idiota zaczęłam szukać czegoś ostrego. Zamierzałam obciąć długie sukno. 
- Szmer, szmer skąd ja wezmę coś ostrego? Czekaj z krat wydłubię. Może chociaż to pomoże - szeptałam sama do siebie. Po walce z kratą obcięłam kawałek sukienki i zaczęłam cichym krokiem iść w stronę ciemności. Nie tam, gdzie było światło tylko ciemność. Wciąż skulona postanowiłam zwiększyć tempo i się nie odwracać. Jednak po dziecięcych krzykach popełniłam ten błąd. Nagle coś ciężkiego złapało mnie za każdą część ciała i ciągnęło do siebie. Z każdą chwilą myślałam, że zginę, ale właśnie, dlatego żyłam. Zaczęłam chcieć opuścić ten świat przez samą siebie. Będąc tylko zwykłą dziewczyną, która jedynie posiada choroby psychiczne. Wspomnienia są ulotne na co komu one?! A miłość? Nigdy jej nie poczułam, więc żałuję tego. Żałowałam, że w ogóle żyje. Po co żyć, jeśli nie ma dla kogo?! Dla kogo miałabym żyć?! Dla nikogo, po tych myślach nie wiedziałam co zrobić. Chcąc, nie chcąc zamachnęłam się i poderżnęłam sobie gardło. W ostatnich momentach życia czułam jeszcze ból ludzi, których zabiłam, jednak też mi dziękowali. Co to miało znaczyć? Uścisk się obluźnił. Krew, jak była czarna tak, wciąż jest. Zostawiłam po sobie czarną, świecącą smugę krwi. Uniosłam kark w górę przy czym ból nasiliłam.
- A... Anuuba... Ko... Kosto... Dd... Dalam... - wydławiłam egzorcyzm ze swych ust i poczułam przekłucie od tyłu, przez brzuch. Obraz zmył się do końca.
- Sprzęt masz czysty?! - Odezwał się jakiś męski głos. Migrenę miałam dzięki, czemu rozmowę lepiej słyszałam.
- Ciszej, bo jeszcze wstanie, już dość sobie sama krzywdy zrobiła. Trudno, będzie ją opieczętować - uciszał jeden drugiego, sami mężczyźni. Przerzuciłam się na drugi bok, który skończył się na ziemi. Zapach... Jeden z najpiękniejszych, jakie czułam.
- Ja się nią zaopiekuję - wydyszał jakiś chłopak. Za drzwi słyszałam, jak kroki z czasem się do mnie zbliżały. Wten otworzyły się one i szybko odskoczyłam na drugi koniec pokoju. - Więc to ona? Córka skażonego Boga? Ni widać nic po niej, aby nią była.
- Żałuj tego, iż nie widziałeś ją w akcji! Walczy nawet lepiej niż ty! Hahaha! Dziewczyna silniejsza od Boga wojny i nieszczęścia! - śmiał się wytępiony przez innych podrzędny człowiek. Czego chcieli ode mnie? Po co im byłam potrzebna? Te pytania po głowie tylko krążyły.
- Czy nasza Panna wreszcie wydobrzała? - Klapencjusz, tak to znowu był on. Przeszukałam ubranie i znalazłam ostrze, gdy podszedł do mnie rzuciłam się na niego. Znalazłam się na nim. Przycisnęłam do niego w miejscu serca ostrze jeszcze mocnej, aż przebiłam już kawałek skóry.
- Rasiści umierają szybciej, niż my. Istoty, które tego doświadczają, czyli rasizmu - z drżącym głosem wyszeptałam do jego ucha. - Nie zabiję Cię, gdyż potrzebuję informacji, właśnie od Ciebie.
Powstałam.
- Co chcesz teraz zmienić w swoich losach? - Spytał się Bóg wojny.
- Życie, wspomnienia, więzi, wygląd, myśli, otoczenie tylko to. Czy to tak wiele?
- Ja, Yaboku Bóg wojny i nieszczęście. Czyszczę twe losy pochodzące z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości odmieniam twą przyszłość. Ma broń o przydomku Azraelez i ty Akainez łączycie ze sobą losy. Wciąż nazywasz się, jak przedtem, jednakże teraz na zawsze pozostaniesz nieśmiertelna!
Jedynie co zrobiłam to tylko spojrzałam z litością. Nikt nie mógł uwierzyć w to co się stało. Kim, jednak był Azraelez? Yaboku poszedł prosto nie odwracając się na głosy wołające go.
- Yaboku! - odwrócił się po moim wezwaniu. - Dokąd teraz prowadzi nasza droga?
- Do zaświatów, gdzie kogoś Ci pokaże, Akainez- uśmiechnął się do mnie, jak takie bóstwo mogło się cieszyć? Każde słowo i tak uchodzi w zapomnienie...Podróż nie okazywała się krótka. Denne wyjście z podziemi szukało się kilka godzin. Yaboku oraz Azraelez między sobą rozmawiali, a ja chciałam milczeć. Przecież i tak moje przeszłe losy zostaną zmienone, nawet może wymazane.
- Akainez, chodź szybciej nie spowalniaj - odezwał się Bóg. Patrzył na mnie, jakbym mu kota zabiła. Przyśpieszałam z czasem, aż ich wyprzedziłam. Uciekłam przed nimi, gdyż oczom ukazało mi się znajome miejsce. Takie, gdzie mogę zobaczyć kogoś mi bliskiego. Myślę, że tu znajdę mojego tatę mimo, iż prawdopodobnie nie żyje. Trafiłam na rynek, na którym taranowałam stragany pędząc do tej jednej osoby. Biegłam, biegłam, aż poczułam silne pociągnięcie stronę w ciemnej uliczki oraz zacisk na ustach. Po dopiero jakiejś chwili zajarzyłam, że to wujek Ares. Znów się na niego natykam. Przyłożył mnie do ściany i szybko zaczynał oglądać moje torby. Pomrukiwał coś pod nosem, jednak nic nie zrozumiałam oprócz "Jak to możliwe?!". Zabrał mi jedynie torbę z trunkami i bronią. 
- Po co Ci to? - Zadałam pytanie, a on jedynie wzruszył ramionami. - Zadałam Ci pytanie, po co Ci to? Zatrzymaj się! 
Na te słowa ustanął. Niewiele mogłam się na cieszyć tym widokiem. Kilka sekund później, jak zaczęłam podchodzić uciekł. Zostawił po sobie zapach. Nie swój, lecz damskich perfum. To nie było zbyt normalne. Usiadłam wśród brudu, który omijali ludzie. Czekałam dopóki nie ujrzę chłopaków. Na chwile przymknęłam oczy oraz skierowałam głowę w górę. Teraz juz wiem, że to głupia czynność. Oberwałam walącym męskim butem. Wiedziałam, że to on.
- Azraelez, ale Ty to trzymaj dobrze te buty na syrach! - Wydarłam się nie zwarzając, iż ludzie mnie się boją.
- Kup mi żelki to zacznę je wiązać! - Odpowiedział.
- No ja Ci dam plebsie, nigdy ich nie dostaniesz ode mnie! Bo nie chcę mieć z Tobą niż wspólnego! Nawet Cię nie znam! Mogłam równie dobrze się nie zgadzać!
- Czy musisz tyle drzeć japę?!
- Tak, niestety muszę!
- Więc to tak... Ktoś Cię inny wkurzył i teraz się na mnie wyżywasz. Nie mylę się? Co nie?
- Co tak?
- Zluzuj kiedyś byłaś milsza...
- Aaa, czekaj... Czyli my juz kiedyś się znaliśmy?
- Ty naprawdę jesteś taka głupia, czy tylko udajesz?
- Nie wiem spytaj się mojego mózgu.
- Japierdole...
- Co pierdolisz? Matkę? Kota? Osranego krwią tampona? 
- Yaboku weź ją! 
- Zostaw tą dziewice i tak za chwilę dostanie padaczki na widok jakiegoś faceta, i Ci da spokój - odparł zgrubiałym głosem starszy chłopak. 
- Czy Ty myślisz, że jestem tępą dziewczyną lecącą na jakiegoś gacha wypsikanym jakimiś damskimi playboy'ami? Idź się leczyć, prosiłabym. 
Otworzył szeroko oczy, więc skorzystałam z okazji i wsadziłam mu palce w gały.
- A teraz liż mi pieroga! - Wydarłam się dla beki, a wszystkie Rumuny się na mnie spojrzeli. Niedożywione staruchy. Niech idą gwałcić ludzi w więzieniach, a nie na targach z jabłkami. Nie dla psa kiełbasa ani dla nich, heheheszki. Wyszłam w przód, bo tak naprawdę już się lepiej poczułam. Oczywiście znając przecudowną Korneliane namawiałam chłopaków, aby różne rzeczy mi pokupywali. I...
DOSTAŁAM KOTA.
Jebać, że mam na nie uczulenie. Tak, naprawdę jeszcze im nie powiedziałam, iż zarąbano mi broń i takie tam. Gdyż jakbym to zrobiła to, by mnie Hitler odwiedził. Jednakże po jakimś czasie Yaboku zaczął mnie macać właśnie w poszukiwaniu trunków. Za karę braku ich ściął mi włosy... Szczerze mówiąc, nawet nie doszliśmy jeszcze na miejsce, a skończyłam w stroju kota oraz z obciętymi włosami. Nikomu nie polecam, jak Vanisha do zmywarki. 
- Akainez, wchodź teraz - powiedział Bożek, wtedy kiedy stanęliśmy koło drzwi. Takich, których prawie w ogóle nie było widać. Ja żem je otwarła, a następnie wyjebała. Wpadłam do ciemnego, a zarazem dusznego domku. Po kilku sekundach rozglądania się stwierdziłam, iż to tak na serio świątynia. 
- Jesteśmy w świątyni, a ja jak dziwka wyglądam, żal - powiedziałam z wygiętym ryjem. Nienawidzę tego uczucia, gdy znowu Azraelez się do mnie zbliża. 
- Głodna jesteś? - Zapytał się mnie ten facio siedzący blisko mojego ciała. Zobaczyłam, że ma bułki z pasztetem. Omgmgmgmg, mam orgazm kurwa pasztet, Ahhghgahgahahaghahagagaggggagag. 
- Dawaj to cwelu! - Wykrzyknęłam oraz zabierając mu bułkę, a także udając kaczkę. Nie wiem, czemu to robię, ale jest zajebiście. 
- Rentademora. Kojarzysz to słowo? - Odezwał się Yaboku. Przyznaję te słowa mnie zamurowały. Kiedy byłam małą dziewczynką często chodziłam na strzelnicę o takiej nazwie. Strzelnica... Mama... Zakazane zawody...
To ma już sens.
- A to nie była kiedyś słynna strzelnica? - Wypowiedziałam te słowa bardzo powoli wstając jednocześnie. Skupiłam wzrok na półkę z książkami, która była przede mną. 
- Właśnie o to chodzi! Tak, więc zeszłorocznym mistrzem jej był Destynoran. Wiele osób go nie kojarzy. Jednakże w tym roku musisz Ty wygrać, ponieważ nagrodą jest dostęp do urzędu i wszystkich takich miejsc. 
- Z czego będę musiała strzelać, jak broni nie mam, a oni nie zafundują? 
- Skrzypce - powiedział wskazując na miejsce, gdzie mam serce. Zapomniałam, że trzymam tam klucz wiolinowy. (BEZ PYTAŃ, SERIOUSLY)
- Azraelez zabierz ją na pole treningowe tylko w niej widać szanse. I nie zadawaj narazie pytań. Jak się nauczysz to, się dowiesz. 
Po tych słowach zostałam wyciągnięta siłą na dwór i przygotowana do wszystkiego, czyli: broń, ubiór, prowiant i wkurwiający Azraelez ciągle się do uśmiechający. Wyjebać mu na dobranoc...
Starsze posty Strona główna

Logo

Obserwatorzy

Popularne Posty

  • Wakacje
    Cześć! Na pewno większość z was już była na wakacjach, a z czym to się łączy? Z wspomnieniami, które pamiętamy na lata. Z resztą i tak nie...
  • Hej ho!
    Kolejny raz witać się nie będę. Nazywam się Jagoda i jestem dosyć młodą dziewczyną, znaczy - babochłopem. Posiadam charakter osoby na swój ...
  • Piosenka tygodnia #1
    Wykonawca: Ghost Town Tytuł: You're so screepy Rok wydania: 2014 Krótka nadzieja dla tej piosenki: Osobiście znalazłam ...
  • One, dos, se? Anime! #1
     Pamiętnik Przyszłości Oryginalny tytuł: Mirai Nikki Rok wydania oraz emisji: 2011-2012 Liczba odcinków: 26 Długość odcinka: ...
  • Oznaczona krwią... #2
    - Hej! Wstawaj! -Zaczął mówić jakiś mężczyzna z wysokim głosem. - To nie nocleg dla meneli! - Powiedział facet z niskim głosem. Szturchali m...
  • Piosenka tygodnia #2
    Wykonawca: Amaranthe Tytuł: The Nexus Rok wydania: 2013 Krótka nadzieja dla tej piosenki: Zaszkodziłam sobie tylko tym, iż ten ze...

Kategorie

  • Animuu
  • Bzdety
  • Głębsze przemyślenia
  • Na długie wolne chwile
  • opowiadania
  • Piosenka tygodnia
  • Troszku o mnie

Archiwum bloga

  • ▼  2024 (1)
    • ▼  marca (1)
      • Tekst do piosenki #1
  • ►  2017 (3)
    • ►  lipca (2)
    • ►  kwietnia (1)
  • ►  2016 (22)
    • ►  października (4)
    • ►  września (8)
    • ►  sierpnia (4)
    • ►  lipca (6)

O mnie

Felishya
Wyświetl mój pełny profil

Translate

Odwiedzinki

Copyright © 2016 Mysli, których nie spodziewal sie nikt.... Created By OddThemes & Distributed By Free Blogger Templates